ZARATHUSTRA: WYPRAWA DO PRZESTRZENI SERCA I TRZECIEGO OKA
Z  Zarathustrą, szamanem, medium i uzdrowicielem duchowym rozmawia Włodzimierz Adam Osiński.

- W swoim życiu poznałeś wiele kultur i spotkałeś mistrzów reprezentujących różne szkoły i tradycje, jak to wpłynęło na twoje osobiste, duchowe poszukiwania?
- Przez kilkadziesiąt lat miałem możliwość czerpać wiedzę i mądrość z wielu źródeł;  poznałem tradycje sufickie, uczyłem się od guru mieszkających w Indiach, dane mi także było zgłębiać wiedzę egipską i chrześcijańską. Odczuwałem także silne połączenie z duchem Indian Ameryki Północnej, choć nigdy nie studiowałem ich kultury. Te wszystkie duchowe przygody sprawiły, że kiedy po wielu latach prowadzenia normalnego życia i codziennego chodzenia w garniturze do pracy, zdecydowałem się porzucić stabilizację i podążyć za głosem serca. Wszystko, czego można się nauczyć na moich zajęciach zostało przez mnie przeżyte i doświadczone. Nie znajdziecie tam pustych słów, ani niezrozumiałych hermetycznych teorii, ponieważ staram się przemawiać do swoich słuchaczy nie tylko językiem serca, ale także słowami adekwatnymi do współczesnego świata, w którym wszyscy żyjemy.

- W jakim kierunku powinna podążać osoba żyjąca w Cywilizacji Zachodniej będąca jednocześnie zainteresowana rozwojem duchowym?
- Zdecydowanie powinna kierować się w stronę swojego serca. Od kiedy w 1986 roku postanowiłem zagłębić się w świat duchowy, a wychodzi, że to już ponad trzydzieści trzy lata (śmiech), na swojej drodze spotykałem ludzi, których punkt skupienia świadomości znajdował się w sercu. Byli oni spokojni i wyciszeni, przemawiali i postępowali z miłością, nie dbając o poklask czy dobra materialne. Kiedy spotykam, takiego człowieka od razu wiem, że mam do czynienia z prawdziwym mistrzem lub guru. Mam wtedy wewnętrzne przekonanie, że z takim człowiekiem warto przebywać, gdyż można się od niego wiele nauczyć. Nie trzeba jechać do Indii i siedzieć godzinami w pozycji medytacyjnej, aby doświadczyć olśnienia, czasami wystarczy spacer po Central Parku lub śniadanie w ulicznym bistro w towarzystwie takiego bezimiennego guru, aby doznać prawdziwego olśnienia i poczuć wszechogarniającą, bezwarunkową miłość. (Sam doświadczyłem tego uczucia siedząc przy kuchennym stole gdzieś w San Francisco i popijając zwyczajną herbatę.)
Myślę, że wiedziałem o tym od zawsze, dlatego nigdy nie ograniczałem się do jednego nurtu duchowego tylko wędrowałem poznawałem i wyruszałem w dalszą podróż, a moje serce dokładało, do powstającego gdzieś w moim wnętrzu obrazka, kolejny element układanki.
Zresztą nie tylko ludzie, ale także wszelakie sytuacje życiowe są moimi nauczycielami. Odwołany lot, noc spędzona na lotnisku lub brak miejsca w hotelu mogą, oprócz zwyczajowych nerwów, wnieść także trochę transcendentalnych doznań. W pewnym momencie moim prawdziwym guru stało się samo życie i to wszystko, co mnie spotyka.

- Wróćmy jednak do podążania w kierunku własnego serca.
- Zauważyłem, że czym mniej myślę, tym jestem bardziej szczęśliwy. Wyciszony umysł i brak myśli sprawia, że problemy przestają się pojawiać lub my przestajemy je kreować. Kiedy myślimy mamy iluzoryczne wrażenie, że jesteśmy w stanie całkowicie kontrolować nasze życie. Tymczasem zaburzamy jedynie naturalny stan rzeczy. Kiedy nasze plany lub oczekiwania wobec życia nie spełniają się popadamy w depresję, nerwicę, choroby i zaczynamy cierpieć. Rozwiązaniem tego problemu jest wyciszenie umysłu i zwrócenie się w kierunku serca. Jednak żeby posłuchać serca musimy zatrzymać nieustanną gonitwę myśli.
Wyobraźmy sobie, że nasze życie to ciemny pokój, po którym możemy poruszać się jedynie po omacku. Nie wiemy co się w nim znajduje, jaki jest duży i w którą stronę powinniśmy się kierować. W chwili, kiedy zapalimy światło wszystko zostanie dostrzeżone, a my uzyskamy orientację gdzie jesteśmy. Zapalenie "światła" sprawi, że wszelkie schematy myślowe, oczekiwania, ukryte pragnienia i nieświadome wzorce zostaną rozpoznane. Przestaniemy być aktorem, który odgrywa rolę swojego życia ciągle improwizując, "światło" pozwoli nam przeczytać scenariusz ujawniając to, co wcześniej było dla nas niewiadomą. Wreszcie będziemy mogli przerwać lub odwrócić wszystkie uwikłania, w jakich trwamy od niewiadomo jak dawna.

- Jak zapalić "światło" i wyjść z tej platońskiej jaskini cieni?
- Z jednej strony to bardzo proste, a z drugiej to jedna z najtrudniejszych rzeczy do zrobienia w naszym życiu. Wystarczy wyciszyć umysł i zatrzymać nieustanny potok myśli. Kiedy przestajemy myśleć, coś w całkowicie naturalny sposób przebudza się i aktywuje w naszym wnętrzu. Brak jakiejkolwiek aktywności umysłowej sprawia, że nasza wewnętrzna wibracja zaczyna się podnosić i docierać do wyższych częstotliwości. Wtedy też otaczający nas świat zewnętrzny automatycznie musi się dostosować i zmienić. A wszystko to jedynie poprzez niemyślenie. Tymczasem większość poszukiwaczy duchowych szuka, czyta, stara się coś zrobić, kreuje pozytywne myśli, wizualizuje, czyli zamiast się wyciszyć aktywizuje i uruchamia swój umysł.
Wiele osób, aby przyspieszyć ten proces, sięga po różne psychoaktywne substancje takie jak narkotyki lub święte rośliny stosowane w tradycyjnych kulturach na całym świecie. Osobiście odradzam chadzania "na skróty," choć sam, także nie jestem bez winy. Wiem jednak, że żadna z tych substancji nie jest konieczna do rozwoju duchowego, gdyż kreują one sztucznie specyficzny stan naszego umysłu, który zawsze wróci do poziomu na którym jesteśmy obecnie. Każdego dnia od porannego przebudzenia się, aż po wieczorne udanie się na spoczynek przebywamy sami ze sobą. Nie możemy przed sobą uciec, ale możemy się ze sobą zmierzyć i wyjść poza ten codzienny schemat. Wystarczy odnaleźć wewnętrzny spokój i trafić do przestrzeni serca, gdzie będziemy mogli bez zaangażowania obserwować wszystkie swoje stany emocjonalne. Po trzydziestu trzech latach poszukiwań zdałem sobie sprawę, że każdy może sięgnąć po prawdziwe "złoto" lub "diamenty", albo trafić do Królestwa Niebieskiego, o którym w Biblii mówił Jezus. Każdy z nas nosi tę przestrzeń we wnętrzu swego serca. Przestrzeń serca jest nieruchoma i milcząca, obserwuje nasze emocje bez zaangażowania. To miejsce, w którym można odnaleźć wolność i trwałe szczęście.

- To poszukiwanie wewnętrznej przestrzeni serca wiele osób utożsamia z aktywizacją różnych zdolności ponadzmysłowych, często także z otwarciem trzeciego oka.
- Praca z trzecim okiem i osiąganie wewnętrznego spokoju idą ze sobą w parze. Proces wygląda następująco: wyciszenie sprawia, że nasze serce otwiera się, centra energetyczne zaczynają się harmonizować i wyrównywać, poczynając od czakry podstawy, a energia z łatwością przepływa ku górze. Pomiędzy czakrami tworzą się coraz silniejsze połączenia. Energia przepływa coraz wyżej od serca poprzez gardło do trzeciego oka i dalej do czakry korony. W ten sposób praktyka wyciszenia otwiera serce i dalej stymuluje trzecie oko. Stan akceptacji i miłości sprawia, że szyszynka, gruczoł dokrewny znajdujący się pomiędzy półkulami naszego mózgu, ze względu na swój wygląd nazywany trzecim okiem, uaktywnia się i zaczyna produkować DMT, substancję psychoaktywną, zawartą w narkotykach i świętych roślinach.

Szyszynka stymuluje także inne gruczoły do produkcji serotoniny, a to sprawia, że odczuwamy błogość i szczęście. Wszystko jest ze sobą połączone.

- Wytłumaczmy może naszym czytelnikom czym jest szyszynka.

- Kiedy naukowcy zbadali szyszynkę okazało się, że z wyglądu przypomina ludzkie oko i zawiera w sobie części wyglądające jak soczewka, rogówka i siatkówka. Na dodatek jest to gruczoł bioluminescencyjny, co oznacza, że można pobudzić go do produkcji DMT i innych hormonów za pomocą wiązki światła. Posiada w sobie także dużą ilość kryształków kalcytu o zdolnościach piezoelektrycznych. Oznacza to, że szyszynka ma możliwości zachowywania się jak nadajnik i odbiornik fal o wysokiej częstotliwości. Może więc odbierać i nadawać wiadomości. Rozbudzenie tego gruczołu pozwala na uaktywnienie połączenia pomiędzy przestrzenią fizyczną a wymiarami duchowymi oraz rozwijania zdolności paranormalnych takich jak: telepatia, jasnowidzenie, telekineza, duchowe uzdrawianie, przekazy channelingowe, widzenie energii subtelnych i międzywymiarowych istot. To szczególny gruczoł i jego rola w penetrowaniu przestrzeni subtelnych jest nie do oszacowania. Między półkulami naszego mózgu leży źródło naszej duchowości i brama łącząca Niebo z Ziemią. Szkoda, że ta wiedza nie jest przekazywana w szkołach.

- Rozumiem, że istnieją sposoby na bezpieczne aktywowanie naszego "trzeciego oka".
- Opracowałem sześciostopniowy proces aktywacji szyszynki, który wymaga właściwego skupienia i odpowiedniej przestrzeni. Mogę jednak podzielić się z czytelnikami sposobem na medytację aktywizującą "trzecie oko". Można ją wykonywać właściwie wszędzie (o ile nie prowadzimy samochodu) jest prosta, a osoba ćwicząca nie zwraca na siebie uwagi. Wyobrażamy sobie, że na wdechu prowadzimy strumień powietrza ze środka czoła wprost do szyszynki. Wydychając powietrze przesyłamy je pod kopułę naszej czaszki tak, aby pozostawało w głowie i opływało obie półkule mózgowe przynosząc nam uczucie "miętowego" ochłodzenia. Przy regularnym wykonywaniu tej medytacji, wkrótce będziemy wstanie usłyszeć delikatne "trzaski" świadczące o tym, że nasza szyszynka aktywizuje się. "Trzaski" związane są z tym, że szyszynka jest zazwyczaj zwapniona, chociażby na skutek nadmiernej ilości fluoru w otoczeniu, natomiast w czasie ćwiczenia otrzymuje dużą dawkę energii i jej zwapnione ścianki zaczynają "pękać".
Pozostałe medytacje, choć wymagają trochę prywatności, opierają się na zasadzie zatrzymania naszego umysłu poprzez skupienie się na jednym punkcie.

- Dlaczego poszukiwanie drogi do naszego serca jest takie ważne?
-  
Od wielu lat proponuję ludziom wyciszanie umysłu jako sposób na otwarcie serca i drogę do prawdziwej wolności i szczęścia. Miłość, którą każdy nosi w swoim sercu, jest naszą prawdziwą naturą i mocą. To lęk wytrąca nas z serca, wpycha w umysł i przesłania miłość, którą w sobie mamy. Będąc w przestrzeni serca zaczynamy doświadczać, że Najwyższe Źródło, Stwórca, Bóg jest zawsze w naszym wnętrzu. Przenika całe nasze ciało i wypełnia nas manifestując się w każdym oddechu i uderzeniu serca. Im głębiej będziemy odczuwać stan wewnętrznej miłości tym szybciej wyzwolimy się od lęku. Miłość i więź ze wszystkimi istotami doprowadzi nas do całkowitej wolności.


rozmawiał: Włodzimierz Adam Osiński
zdjęcia: z archiwum Zarathustry.

Tekst zamieszczony w miesięczniku "Czwarty Wymiar" nr 04/2019.


ZARATHUSTRA - uzdrowiciel duchowy, szaman i medium o międzynarodowej sławie, założyciel 5th Dimensional Quantum Healing & Awareness. Poświęcił swoje życie misji podnoszenia ludzkiej świadomości. Swoje imię duchowe Zarathustra otrzymał w przekazie w 1990 roku. Przez prawie trzydzieści lat pobierał nauki u Wschodnich i Zachodnich mistrzów duchowego rozwoju. Uczył się u słynnej amerykańskiej wizjonerki Adele Tennings, hinduskiego guru Papaji oraz od irańskich sufi. W wyniku fizycznej przemiany nabył zdolność dokonywania zabiegów chirurgii psychicznej, postrzegania ludzkiego wnętrza oraz używania swojej prawej ręki w przekazywaniu uzdrawiającej energii.
Obecnie Zarathustra podróżuje po całym świecie prowadząc seminaria poświęcone zrozumieniu świata duchowego, aktywacji trzeciego oka, szamańskiemu uzdrawianiu oraz pracy ze świadomością.


21 V 2019 - Warszawa
ZARATHUSTRA
"Odkryj siłę Twojego Wewnętrznego Uzdrowiciela"
- spotkanie otwarte, pokaz terapii oraz uzdrawiająca medytacja - wstęp wolny


22 V 2019 - Warszawa
ZARATHUSTRA
Aktywacja Trzeciego Oka oraz Szamańskie Uzdrawianie


ZARATHUSTRA
5th Dimensional Quantum Healing

seminarium nauki uzdrawiania
23 - 24 V 2019 - stopień I
25 - 26 V 2019 - stopień II