W PRZESTRZENI SERCA
Z Dorotą Rozmus, terapeutką, medium, lightworkerem i wokalistką jazzową rozmawia Włodzimierz Adam Osiński.


- Wiele osób sądzi, że aby zostać medium, pracować ze światłem lub otrzymywać przekazy od istot niefizycznych potrzebne są jakieś nietuzinkowe predyspozycje albo dramatyczne wydarzenia na pograniczu śmierci.
-
Aby wejść na drogę światła lub zacząć otrzymywać przekazy nie trzeba mieć w historii swojego życia jakiś tragicznych wydarzeń, takich jak wypadek samochodowy, śpiączka czy śmierć kliniczna. Moja droga polegała na powolnym, wieloletnim oczyszczaniu różnych przestrzeni energetycznych. Sądzę, że mogę uczyć i pomagać innym, gdyż doświadczyłam na sobie samej, wszystkie z możliwych emocji jakie mogą zawładnąć ludzkim umysłem. Z biegiem lat wypracowałam technikę, którą nazywam aktywacją energetyczną, a wykonuję ją w formie uzdrawiania. Jest to praca oparta na energii światła i energii miłości, które w najwyższym rozumieniu są tym samym. Te wysokie wibracje niesione intonowanym przeze mnie dźwiękiem wypełniają na płaszczyźnie fizycznej wszystkie komórki ciała osoby, z którą pracuję, a na poziomie energetycznych docierają do przestrzeni jej umysłu i emocji.
Bardzo trudno wytłumaczyć słowami jakie procesy (także na poziomie kwantowym) wtedy zachodzą, ale kiedy otwieram się na przekaz zaczynam mówić i śpiewać tworząc odpowiednią wibrację. Swoimi słowami wprowadzam w medytację jednocześnie przesyłając energię, która przynosi miłość i łagodność, a uwalnia od niepotrzebnego emocjonalnego, mentalnego i psychologicznego bagażu.

- Wstępując na Akademię Muzyczną w Katowicach nie przypuszczała Pani, że będzie uzdrawiać dźwiękiem?
- Z pewnością nie, ale od najmłodszych lat miałam głos, chciałam śpiewać i ten głos prowadził mnie w najróżniejsze miejsca. Już w czasie studiów, bo w 1978 roku odniosłam pierwszy sukces, na XVI-tym Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu w konkursie Debiuty zajęłam drugie miejsce. Kiedy w 1980 roku ukończyłam studia postanowiłam wyjechać z Polski, gdyż w kraju nie widziałam dla siebie jakiejkolwiek przyszłości. Wyjechałam bardzo daleko, bo aż do Australii gdzie spędziłam dziesięć lat i otrzymałam nawet australijskie obywatelstwo. Nadal śpiewałam i byłam wielokrotnym gościem w różnych programach telewizyjnych. Wtedy zauważyłam, że większość moich projektów muzycznych ciąży w kierunku uzdrawiania. Kiedy siadałam przy fortepianie i zaczynałam improwizować to wokół instrumentu nagle gromadzili się ludzie, którzy bardzo spontanicznie okazywali swoje emocje. Wzruszali się, płakali, mówili o swoich odczuciach, zrozumiałam wtedy, że mojemu śpiewaniu towarzyszy coś bardzo ulotnego, co pojawia się wraz z dźwiękiem i trafia do przestrzeni ich serc.

- A zatem postanowiła Pani rozwijać swoje zdolności?
- Właśnie w tym czasie wybrałam się na sesję channelingową do słynnego australijskiego medium. Byłam lekko przerażona, ponieważ na tym spotkaniu pojawiły się u mnie bardzo wyraźne odczucia. Poczułam, że mam w sobie wiedzę, którą posiadam od dawna i muszę ją jedynie przebudzić, zaczęłam także bardzo głęboko odbierać wibracje kolorów oraz ich relacje z dźwiękami i całymi akordami. Przede wszystkim jednak poczułam miłość, której nie zaznałam wcześniej nawet w największym religijnym uniesieniu. Byłam zawsze bardzo religijna, delikatna i pełna ufności, co jednak nie uchroniło mnie przed wieloma przykrymi życiowymi doświadczeniami. Zadawałam sobie wtedy pytania; dlaczego choć sama daję miłość w zamian otrzymuję tyle złych emocji. Po spotkaniu z medium zdecydowałam, że będę dzielić się tą wiedzą pracując z dźwiękiem, wibracją i kolorem.
Na początku lat 90-siątych wróciłam do Polski i rozpoczęłam projekt koncertów relaksacyjnych będących połączeniem dźwięku, wibracji, kolorów i wizualizacji. Osoby duchowe, które przychodziły na moje występy od razu orientowały się, że pracuję z energią i wspierały moje poczynania. Wszystko, co wtedy tworzyłam było energetyczne, choć sama tego jeszcze tak nie nazywałam. Pracowałam także z osobami starszymi, upośledzonymi umysłowo i dziećmi.
W kilka lat po powrocie do kraju zdecydowałam się ponownie całkowicie zmienić swoje życie, zakończyłam wieloletni związek i tylko z synem wyjechałam na stałe do Hiszpanii.

- Z pewnością, było to niebywale odważne postanowienie.
- Teraz wiem, że ta decyzja jeszcze bardziej przyspieszyła moją energetyczną edukację. Był to wyjątkowo trudny okres w moim życiu. Potrzebowałam dobrych kilku lat, aby ponownie stanąć na nogi, zrozumieć co się dzieje i dlaczego energie prowadzą mnie właśnie w taką stronę. Wszystkie lęki i negatywne emocje objawiały się w moim ciele jako wibracja. Oczyszczałam przestrzenie astralne i stare przeżycia z różnych wcieleń. Miesiąc po miesiącu przerabiałam, uwalniałam i przetwarzałam. Pomagały mi w tym inne osoby, terapeuci którym zaufałam i dzięki którym zdołałam się od tego wszystkiego uwolnić.

Miałam świadomość, że uwolnienie jest konieczne, ale nie przypuszczałam, że będzie to tak trudne doświadczenie. Rozumiałam jednak, że sama muszę to przeżyć jeśli naprawdę chcę pomagać innym.

- Czy łatwo jest znaleźć w takich momentach siłę?
- To długi i kompleksowy proces wymagający pracy na wielu poziomach. Potrafiłam całymi dniami siedzieć w medytacji, a dalsza część procesu odbywała się nocami poprzez sny i przekazy. Musiałam znaleźć w sobie siłę do przetworzenia bardzo trudnych energii, ale teraz światło we mnie jest na tyle silne, że jestem w stanie pomóc prawie każdej osobie.
Musiałam odkryć całą swoja linię genetyczną, powoli, rok za rokiem, budziła się we mnie świadomość, moje światło i to kim naprawdę jestem. Wyższa jaźń prowadziła mnie drogą, która pozwoliła mi zrozumieć siebie i innych.

- Jest Pani lightworkerem, czyli osobą pracującą ze światłem, co to właściwie oznacza?
- W Polsce nie jest to właściwie rozumiane, ponieważ ciągle panuje tendencja, aby nie wierzyć w samego siebie. Sądzimy, że istnieją jacyś wybrani uzdrowiciele, którzy uzdrawiają, tymczasem my nie jesteśmy tego godni. Nie traktujemy siebie jako boskich istot. Tymczasem wszyscy jesteśmy lightworkerami, gdyż nasze ciała (jak wszystko we wszechświecie) zbudowane są z energii światła, skondensowanej do materialnej formy.
Moje światło, którym jestem, cały czas współpracuje ze mną przekazując mi informacje. To co odbieramy jako problem, chorobę lub psychiczny dyskomfort jest wyłącznie informacją, sygnałem, że powinniśmy coś uwolnić albo przepracować. Każda taka informacja stawia nas przed ważną decyzją; czy przyjmujemy to, co do nas przychodzi czy też odrzucamy. Nie musimy godzić się na wszystko, co przynosi nam los.

- Co zrobić, aby uchronić się przed chorobą lub innym negatywnym zdarzeniem?
- Nie wierzę, żeby Bóg (który w swojej Istocie jest najwyższą wibracją) celowo przygotował dla kogokolwiek jakieś tragiczne wydarzenie. Oznacza to, że zawsze mamy wybór i zamiast bólu lub choroby możemy zdecydować się na bycie w miłości. Kiedy wybierzemy wibrację miłości będziemy w stanie otworzyć przestrzeń, w której można kreować życie zgodnie z naszymi pragnieniami.
Musimy to poczuć i ofiarować tę kreację samym sobie, wtedy będziemy mogli budować miłość w naszym wnętrzu, a ona stanie się naszą prawdą i nic, ani nikt już nam tego nie zabierze.
Prowadząc zajęcia mogę sięgnąć do takiej informacji, przytrzymać ją i sprawić, że osoby poddające się terapii poczują swoją własną wewnętrzną przestrzeń wypełnioną światłem, które w istocie jest czystą, boską miłością. Mając za sobą takie doświadczenie (oraz świadomość, że jest to możliwe) możemy nauczyć się powracać do niego i coraz częściej przebywać w przestrzeni miłości.

- Jak wygląda w Pani metodzie "przytrzymywanie" informacji?

- Najczęściej staję blisko osoby, a nawet kładę jej ręce na ramionach. Potem otwieram przestrzenie subtelne i wchodząc w rezonans z tą osobą, a właściwie z jej wibracją, zaczynam śpiewać wydając dźwięki będące czystą miłością. Potrafię przywołać taką informację także w całkowitym milczeniu. Nawet teraz, kiedy próbuję opisać to co robię, moje ramiona spontanicznie rozkładają się, a przez całe ciało przechodzi energetyczna wibracja otaczająca osobę, o której myślę. Powstaje wyższa częstotliwość energetyczna (światło i miłość), do której ta osoba może się wznieść. Wszyscy jesteśmy tacy sami i skoro ja, Dorota Rozmus, mogę to zrobić to oznacza, że każdy jest w stanie to zrobić. Bóg nie tylko nikomu tego nie zabrania ale pragnie, żeby każdy mógł to odczuć. Kiedy wybieramy miłość pojawia się radość i energia świadcząca o tym, że znaleźliśmy się po właściwej stronie. Jednakże, to nie uzdrowiciel ale osoba musi otworzyć się na energię miłości i pozwolić jej pracować.

- Jak wyrwać się z zaklętego kręgu i otworzyć na energię miłości?

- Dokonujemy złych wyborów, ponosimy porażki i chorujemy tylko dlatego, że nie potrafimy pracować z energiami. Ciągle powtarzamy informacje, które mamy zakodowane w sobie. Dopóki nie wybierzemy inaczej to do końca życia, a nawet dłużej, będziemy tkwili w tej samej wibracji.
Moją propozycją jest wyjście z przestrzeni proszenia. Najczęściej nie dostajemy tego, co chcemy ponieważ jest to tylko "chceniem", a nie tym, co naprawdę wybieramy. Dlatego musimy uwolnić się od kodów, które siedzą w naszym umyśle od wczesnego dzieciństwa. Jednym z nich jest przekonanie, że całą miłość, jaką w życiu otrzymujemy, musimy sobie wyprosić, a nawet wybłagać.
Na szczęście każdy z nas może przetransformować wszystkie te negatywne wzorce siedzące w ciele, umyśle i przestrzeni emocji. Transformacja pozwala odczuwać absolutną harmonię z naszą wyższą jaźnią, która pragnie, abyśmy żyli w miłości i radości. Jest to celem każdego człowieka.

- Dziękuję za rozmowę.
- Dziękuję bardzo.

rozmawiał: Włodzimierz Adam Osiński
zdjęcia z archiwum Doroty Rozmus

Wywiad zamieszczono w miesięczniku "Czwarty Wymiar" nr 11/2016

DOROTA ROZMUS
- wokalistka, kompozytorka i terapeutka. Ukończyła Wydział Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach. Od 19 lat zajmuje się muzykoterapią i relaksacją. Opracowała autorską metodę wibracyjnego uzdrawiania Healing Voice. Specjalizuje się w wibracjach dźwięków trafiających w głębokie warstwy duchowe. Wiedzę praktyczną zdobywała pracując w szpitalach, uzdrowiskach oraz z osobami z zaburzeniami psychicznymi. Wpływ na jej rozwój mieli tacy wybitni nauczyciele jak Neale Donald Walsch, Gary Zukov i Deepak Chopra.
Została wybrana, jako jedna z 50 osób z całego świata, przez Rikkę Zimmerman do jej elitarnego programu "Trener Transformacji Energetycznej".