POCZUŁEM WEWNĘTRZNE SZCZĘŚCIE

Na Dworcu Centralnym w Warszawie umawiam się z Pavlem Żywczokiem, energicznym pięćdziesięciosześcioletnim Czechem o polskich korzeniach, który przyjechał do stolicy, aby opowiedzieć mi swoją zadziwiająca historię. Jego życie i metamorfoza jaką przeszedł może być znakomitą ilustracją powiedzenia, że za pieniądze nie można kupić ani zdrowia, ani tym bardziej szczęścia.

CZESKI SEN

- Od zawsze miałem szczęście do spotykania właściwych ludzi i zarabiania pieniędzy. Pochodzę z polsko-czeskiej rodziny robotniczej mieszkającej na Zaolziu. Zanim zostałem biznesmenem i menedżerem prowadzącym dużą firmę imałem się różnych zawodów. Zaraz po maturze, jako młody chłopak, pracowałem w gazecie "Głos Ludu" gdzie pisałem reportaże z życia socjalistycznej Czechosłowacji.

Potem w czeskim Cieszynie dostałem się do teatru "Bajka" na stanowisko lalkarza. Wkrótce ukończyłem w Pradze Akademię DAMU i zostałem nie tylko reżyserem w swoim teatrze ale także jego dyrektorem.
Zacząłem pisać scenariusze telewizyjne, radiowe i sztuki teatralne. W kilka lat później wygrałem konkurs na dyrektora największego domu kultury w całej Ostravie, a po rewolucji 89' roku rozkręciłem własny interes. Prowadziłem firmę działającą na ternie Czech, Słowacji i Polski, dorobiłem się domu w centrum miasta, eleganckiej willi oraz kilku samochodów. Te wszystkie zawodowe i materialne sukcesy nie sprawiały mi jednak radości i nie czyniły szczęśliwym. Czułem się wewnętrznie pusty, zacząłem miewać coraz silniejsze depresje, przestałem sypiać i poważnie zachorowałem na kręgosłup.
W pewnej chwili nie mogłem już chodzić, ani poruszać nogami. Wszelkie zabiegi rehabilitacyjne oraz masaże tylko na krótko likwidowały wszechobecny ból. Znajomy lekarz powiedział, że zrobią mi operację, jak tylko rozpocznie się u mnie proces zaniku mięśni. W chwili najczarniejszej rozpaczy poprosiłem Boga, aby zabrał mnie z tego świata.


WŁAŚCIWE LEKTURY
I wtedy, będąc na granicy życia i śmierci zrozumiałem, że decyzja czy będę zdrowy czy chory zależy wyłącznie ode mnie. Postanowiłem swoje życie wypełnić sensem głębszym niż tylko chęcią zarabiania pieniędzy. Zdecydowałem, że na początek poprawie swoją kondycję psychiczną i sięgnąłem po książkę o aniołach. Zachęcony pozytywnymi rezultatami zacząłem pochłaniać i pracować z kolejnymi ezoterycznymi publikacjami.
Kiedy znowu stanąłem na nogi wyjechałem z przyjaciółmi do małej górskiej chatki. Mieliśmy spędzić cały tydzień na chodzeniu po górskich szlakach, ale mnie nie było to dane. Wkrótce po przyjeździe wpadła mi w ręce książka Colina Tippinga o radykalnym wybaczaniu. Po przewertowaniu kilku kartek wiedziałem, że muszę ja tutaj przeczytać.

W ciągu całego pobytu przerobiłem książkę Tippinga zdanie po zdaniu, dużo rozmyślałem i czułem jak mój umysł i ciało wyzwalają się od problemów nie do udźwignięcia. Ostatniego dnia poczułem się tak lekko, że wybiegłem z chaty na szlak krzycząc, że rozpoczynam nowe życie.
Kolejną lekturą jak wpadła w moje ręce były "Cztery Umowy" napisane przez Don Miguela Ruiza. Ta ostatnia książka sprawiła, że podjąłem kilka najważniejszych decyzji w moim całym życiu.


POWRÓT DO ŹRÓDŁA

Raz uruchomionej maszyny poszukiwań duchowych nie da się już zatrzymać. Otwarty na nowe doświadczenia w 2009 roku zgodziłem się aby moja koleżanka zrobiła mi zabieg podłączenia energetycznego za pomocą metody zwanej Reconnection. Ten wymagający dwóch godzinnych sesji zabieg wywarł na mnie ogromne wrażenie. W czasie przekazu rekonektywnych wibracji dostałem się do zupełnie innego wymiaru gdzie, całkiem świadomie doświadczałem nowych energii i uczuć, widziałem inne kolory oraz czułem cudowne zapachy. Następnego dnia podczas drugiej części zabiegu doznania były już mniej intensywne ale równie niesamowite. Zrozumiałem wtedy, że rekonektywne połączenie pomogło mi przepracować wiele spraw związanych z moim życiem osobistym i zawodowym. Bez zastanowienia zatopiłem się w lekturze "Połączenia ze Źródłem" i zapisałem na seminarium Erica Pearl'a.

W sześć miesięcy później ukończyłem kurs Reconnection i zacząłem pracować z wibracjami, które otworzyły we mnie coś, czego zawsze potrzebowałem. Wreszcie ustąpiły wszystkie moje dolegliwości, przeszły nie tylko bóle kręgosłupa ale także prozaiczne katary, przeziębienia, grypy czy łamania w kościach. Odkryłem również, że każdy człowiek ma w swoim wnętrzu unikalny program zdrowia i szczęśliwości. To niesamowite uczucie jakim jest doświadczanie wewnętrznego szczęścia zdarzyło mi się przeżyć już kilka razy.


TRAMWAJEM NA ANTYPODY

Wkrótce po ukończeniu seminarium Erica Pearl'a Moje życia nabrało jeszcze większego przyspieszenia. Miałem coraz więcej klientów pragnących uzdrowienia rekonektywną energią, zdobywałem też uznanie jako masażysta pracujący metodą gwatemalskiego szamana Dominika.

Wtedy to, siedząc w przemierzającym ulice Ostravy tramwaju, podjąłem nagłą decyzję o wyjeździe do Australii i na wyspę Bali. Zgłosiłem się do agencji oferującej roczne wyjazdy na Antypody i złożyłem podanie o "studencką" wizę. Kilka miesięcy dzielących mnie od wyjazdu poświęciłem na zakończenie wszystkich sprawa zawodowych i osobistych. Sprzedałem własną firmę i samochody, zlikwidowałem najróżniejsze ubezpieczenia, a nawet rozwiodłem się. Całkowicie wolny mogłem wyjechać i nie wiedziałem czy kiedykolwiek powrócę do Czech. Tymczasem na kilka dni przed wyjazdem spotkałem kobietę o imieniu Ivana, w której zakochałem się w ciągu jednego wieczoru. Następnego dnia wyznałem jej miłość, a w tydzień później pojechałem do Australii. Po wyjeździe bardzo często pisaliśmy do siebie e-maile i rozmawialiśmy przez Internet. W cztery miesiące później Ivana przyjechała za mną do Australii i od tej pory jesteśmy nierozłączni.


PO DRUGIEJ STRONIE ŚWIATA
W Australii doszło do jeszcze głębszych zmian moich wartości, inaczej zacząłem postrzegać świat i odbierać ludzi. Spędziłem tam dziewięć miesięcy podczas, których uczyłem się języka i chłonąłem energię australijskiego wybrzeża oraz gorącego Interioru. Najistotniejszą przemianą było zrozumienie, że wszyscy jesteśmy jednością. Od tamtej pory nie mam już kłopotu z nawiązywaniem znajomości i komunikowaniem się z ludźmi. Bez względu na rasę i kolor skóry wszystkich obdarzam taką samą miłością.

Wcześniej byłem krytyczny wobec ludzi i nie potrafiłem z niektórymi dogadać. Obecnie bardzo szybko się zaprzyjaźniam i po chwili rozmawiam z kimś, jak z najlepszym przyjacielem poznanym w dzieciństwie.
Dwumiesięczny pobyt na Bali, która zgodnie z channelingowymi przekazami uznawana jest za centrum energetyczne świata, jeszcze bardziej umocnił moja przemianę. Przeżyłem tam dwie nieprzyjemne przygody z urzędnikami, które przypomniały mi o tym, że powinienem żyć zgodnie z czterema tolteckimi umowami. Całym ciałem czułem, że te wydarzenia są lekcją zmuszającą mnie do tego abym wierzył swojej intuicji, nikogo nie osądzał, brał odpowiedzialność za swoje czyny i szanował innych. Jednocześnie miałem świadomość, że tylko ja dostrzegam te "cuda", a inne osoby odbierają to jako zwykłe życiowe sytuacje.


CIESZMY SIĘ Z MAŁYCH RZECZY

Nasza ucieczka na koniec świata został przerwana niespodziewanym wypadek mojej dwunastoletniej córki. Pierwszym samolotem wróciłem do Czech aby być przy niej i wspierać ją rekonektywną energią. Szybką i skuteczną interwencją zapobiegłem niepotrzebnym komplikacjom, a córka w pełni odzyskała zdrowie.
Jestem teraz innym człowiekiem i prowadzę inne życie. Porzuciłem chęć wyjazdu i powróciłem do mojego gabinetu zabiegowego, gdzie pracuję z energiami i pomagam innym. Obecnie otaczają mnie mili, wrażliwi, uśmiechnięci i sympatyczni ludzie, chętni do współpracy i pomocy, a żadna sprawa urzędowa nie jest dla mnie zbyt trudna. Mam tego pełną świadomość i wiem, że potrafię przekazywać swoje doświadczenia innym.
Sądzę, że moja historia jest przykładem, na to, że jeśli chcemy coś zmienić w swoim życiu musimy zacząć robienie "porządków" od naszego wnętrza. Trzeba porzucić opowieści o tajemniczym guru, tybetańskim mistrzu lub posługującym się telepatią Aborygenie, który pojawi się przed nami aby wyjawić nam tajemnice kosmosu i wprowadzić na wyższy poziom świadomości. Kiedy większość oczekuje na prawdziwe, spektakularne cuda, ja dostrzegam je w najdrobniejszych codziennych wydarzeniach oraz w ludziach, którzy każdego dnia mijają mnie bez słowa na ulicy.

wysłuchała Elżbieta Jóźwiak
fotografie z archiwum Pavla Żywczoka.


Tekst zamieszczony w miesięczniku "Czwarty Wymiar" nr 9/2012.