PACHAMAMA
RYTUAŁ MATKI ZIEMI


ZIEMIA ŻYJĄCA PLANETA
Od niepamiętnych czasów dawne plemiona i pierwsze kultury zawsze kultywowały miłość do Matki Ziemi. Żyły w naturalnej harmonii z naturą respektując jej ewolucyjne cykle. Wszystko było dla nich żywymi istotami począwszy od minerałów, poprzez rośliny, zwierzęta i królestwo ludzi, aż po samą esencję wszechświata Ducha Bożego, który stworzył cały znany im Kosmos. Uważali, że Człowiek, jako najwyższy etap ziemskiej ewolucji, nie może zapominać o tym, że narodził się z Ziemi, zwanej przez szamanów Pachamamą, będącej ostoją życia w bezmiarze wszechświata.

DROGA SZAMANA
Gerardo Pizarro jest nietypowym curandero, który swoje mistrzostwo wypracował poznając różnorodne tradycje szamańskie przemierzając, jako bardzo młody chłopak, wzdłuż i wszerz całe Peru. Terminował u szamanów z Północy, Południa, amazońskiej dżungli i andyjskich szczytów.
- Każdy z czterech regionów Peru rozwinął swoje niepowtarzalne obrzędy i rytuały - mówi Gerardo Pizarro. - Na Północy szamani odprawiają najczęściej rytuał nazywany Mesa Chamanica w czasie, którego pracuje się na poziomie mentalnym, duchowym, fizycznym i emocjonalnym człowieka. Curanderos z Północy w swoich obrzędach opierają się zwykle na jednej ze świętych roślin, zawierającym meskalinę kaktusie San Pedro. Mistrzowską rośliną amazońskich szamanów jest trująca liana ajahuaska pozwalająca na osiąganie odmiennych stanów świadomości. W regionie andyjskim górscy szamani od niepamiętnych czasów stosowali techniki związane z liśćmi koki. Te wszystkie, jakże różnorodne, tradycje łączy jedna wspólna filozofia dotycząca miłości do Matki Ziemi.

Rytuał Pachamamy, odprawiany od prawie 4 tysięcy lat pomaga nawiązywać ponowny kontakt z Sercem i Duchem Matki Ziemi. Z jej mądrością i wiedzą o samym życiu, którym jesteśmy przesiąknięci, lecz zdążyliśmy już o tym zapomnieć. Przez tysiąclecia nasi przodkowie korzystali z zasobów naszej planety, a ona tuliła ich do swego łona, napełniała życiem, karmiła i łączyła z siłami Czterech Żywiołów. Tak jak prawdziwa matka ofiarowywała ludziom wszystko niczego w zamian nie żądając. Dawała swoją miłość, oczyszczenie, przebaczenie oraz pomagała uzyskiwać świadomość. Pachamama jest obrzędem od nowa uczącym ludzi sekretów Matki Ziemi, oraz tajemnego języka przyrody - języka ludzkiej duszy.

PIERWSZA INICJACJA
Skupieni wokół Gerardo Pizarro, podczas odprawianego po raz pierwszego w Polsce rytuału Pachamamy wsłuchujemy się w jego opowieść z lat 60-siątych, kiedy to, jako dwunastolatek, terminował u pewnego szamana w peruwiańskich Andach.
- Pewnej nocy maestro obudził nas o drugiej w nocy i zabrał wysoko w góry. Było nas prawie piętnastu chłopców w wieku od dziesięciu do siedemnastu lat - wspomina Pizarro. - W spowijających ziemię ciemnościach wszyscy wyruszyliśmy w stronę skalistych szczytów. Po kilku godzinach marszu, maestro odnalazł w śród skał małą pieczarę, którą przy naszej pomocy przeobraził w kamienny szałas potów. U wejścia do pieczary rozpaliliśmy ognisko, w którym zostały podgrzane kamienie. Kiedy po godzinie kawałki skały zaczęły trzaskać z gorąca, starsi chłopcy wtoczyli je do pieczary, której wejście zostało zasłonięte zwierzęcymi skórami.


Maestro intonując pieśni rozpoczął rytuał Czterech Bram. Buchająca z kamieni para skraplała się na zimnym sklepieniu jaskini spadając na nasze gołe ciała w postaci gorącego deszczu. Po zakończeniu pierwszej części ceremonii maestro wyprowadził nas z jaskini do leżącego nieopodal górskiego jeziorka. Chłopcy jeden po drugim wskakiwali do przeraźliwie zimnej wody całkowicie się zanurzając. Chociaż temperatura powietrza sprawiała, że mokre włosy prawie momentalnie pokrywały się kryształkami lodu, to energia, którą nagromadziliśmy w swoich ciałach sprawiła, że wcale nie odczuwaliśmy zimna. Po kąpieli wszyscy powrócili do pieczary, aby dokończyć rozpoczęty rytuał. Tego dnia robiliśmy tak jeszcze trzy razy.

ZWIERZĘTA SZAMAŃSKICH MOCY
Wysłuchawszy opowieści Gerardo Pizarro o jego pierwszych szamańskich inicjacjach rozpoczynamy medytację, w której będziemy nawiązywali kontakt ze swoim zwierzęciem mocy. Monotonny zaśpiew Peruwiańczyka pomaga nam odnaleźć wewnętrzną przestrzeń i odczuć połączenie z ziemią. Uczestnicy rytuału nie tylko komunikują się ze swoimi zwierzęcymi opiekunami, ale także zaczynają poruszać się tak jak one przejmując ich zdolności lub cechy charakteru. Po zakończeniu obrzędu okazuje się, że większości z nas udało się nawiązać kontakt, co najmniej z dwoma przedstawicielami królestwa zwierząt.
- Każdemu z nas przypisane są dwa zwierzęta - tłumaczy Gerardo Pizarro. - Pierwsze jest naszym wewnętrznym zwierzęciem odpowiadającym za takie cechy jak pewność siebie, wiara lub determinacja w działaniu. Natomiast drugi zwierzę to nasz duch opiekuńczy, który nie tylko nas chroni, ale także przekazuje swoją magiczną moc. To drugie zwierze również możemy zaprosić do naszego wnętrza umieszczając je w jednej z części ciała: głowie, klatce piersiowej lub brzuchu. Dzięki temu będziemy mogli zwielokrotnić swój życiowy potencjał. Jeśli zapamiętamy gdzie nosimy je w ciele będziemy mogli nim właściwie pokierować wykorzystują jego moc.
Sam Gerardo Pizarro swoje wewnętrzne zwierzę odkrył już jako siedmiolatek, kiedy postanowił, że naśladując swoją matkę, odprawi pierwszy szamański rytuał. Wtedy to wokół niego pojawiło się kilka sów, które bez strachu siadały przy nim na ziemi. Matka Gerardo, która zabroniła chłopcu odprawiać rytuały wyjaśniła mu, że sowa jest jego wewnętrznym zwierzęciem pomagającym w pracy szamańskiej. W kilka lat później, kiedy Pizarro w amazońskiej dżungli, pod okiem tamtejszych szamanów, poznał moc świętej rośliny Herba del Dragon nawiązał kontakt ze swoim zwierzęciem mocy magicznej - orłem. Ptak okazał się jednym z duchów opiekuńczych mających szczególne połączenie z przyszłym szamanem.

- Wiele osób pragnie na siłę poznać swoje wewnętrzne zwierzę przystępując do rytuałów z udziałem bardzo silnych środków halucynogennych takich jak ajahuaska lub pejotl. Takie praktyki są bardzo niebezpieczne i wymagają starannego przygotowania trwającego, co najmniej 7 dni (4 dni na zakończenie podróży i 3 dni na ponowne zintegrowanie osobowości) - ostrzega Gerardo Pizarro.
Kiedy chcemy poznać swoje wewnętrzne zwierzę reprezentujące naszą naturę i wewnętrzne ja z którym najczęściej się podświadomie identyfikujemy musimy wykazać daleko idącą ostrożność. Jednak pragnienie posiadania szamańskiej mocy jest często silniejsze od zdrowego rozsądku. Poprzez zażycie halucynogennej rośliny prowokujemy nasze wewnętrzne zwierzę do ujawnienia się. Droga "na skróty" przynosi najczęściej niepożądane doświadczenia. Bez właściwego wyciszenia umysłu pełnego codziennych problemów i uspokojenia emocji możemy zamiast w świetliste rejony ducha zawędrować do mrocznej krainy pełnej strachu i zadawnionych lęków.

OD PIERWSZEGO ODDECHU
Bogatsi o doświadczenia związane ze zwierzętami mocy przystępujemy do wykonywania ćwiczeń oddechowych rodem znad jeziora Titicaca. Nabieramy do płuc powietrza przez usta, a potem wydychamy na przemian zatykając po jednej z dziurek od nosa. Dotleniamy w ten sposób mózg i wzmacniamy płuca. Po chwili Gerardo Pizarro utrudnia nam zadanie prosząc abyśmy przeplatali wdech i wydech trzydziestosekundowymi okresami bezdechu. W końcu dołącza do tego wizualizację przepływu energii pomiędzy naszymi ciałami, a Ziemią i Niebem. Spoceni i wymęczeni wsłuchujemy się w kolejną opowieść peruwiańskiego curandero.
We wszystkich tradycjach szamańskich, bardzo dużą wagę przykłada się do prawidłowego oddychania albowiem w oddechu ukrywają się największe tajemnice życia.

Kiedy nienarodzone dziecko znajduje się jeszcze w brzuchu matki składa się jedynie z materii, albowiem odżywia się jedynie za pomocą krwioobiegu swojej rodzicielki przez co dusza nie ma do niego dostępu. Dopiero pierwszy samodzielny oddech pozwala na wniknięcie duszy do ciała noworodka. Od tej chwili dziecko gotowe jest do samodzielnego życia. Odwrotność tego procesu zachodzi w chwili śmierci człowieka, gdy wraz z ostatnim oddechem dusza opuszcza ciało powracając do wymiaru, z którego pochodzimy. W zależności od relacji z bliskimi i ilości nierozwiązanych problemów, nieśmiertelna cząstka albo od razu bezpowrotnie odlatuje, albo też pozostaje na ziemskim poziomie próbując zakończyć swoje sprawy. Dlatego tak istotne jest, aby w pełni przeżywać nasze życie, niczego nie odkładając na później i starając się unikać przywiązania. Każde doświadczenie, które spotyka nas w życiu powinno zostać właściwie przeżyte, gdyż jedyną rzeczą, którą zabierzemy ze sobą po śmierci będzie esencja naszych doświadczeń.

PACHAMANKA
Trwające trzy dni warsztaty poświęcone energii Matki Ziemi zakończyliśmy Rytuałem Obfitości zwanym Pachamanka, a składającym się z posiłku przygotowanego bardzo nietypowy sposób. W specjalnie wykopanym dole w ziemi szaman zbudował kamienny piec, wewnątrz którego rozpaliliśmy ogień. Kiedy kamienie rozgrzały się do czerwoności do wnętrza pieca włożyliśmy specjalnie przygotowane jedzenie. Całość została przykryta kolejnymi kamieniami i zasypana ziemią. W godzinę później, kiedy odkopaliśmy kamienny piec wszystkie znajdujące się w nim produkty były już upieczone i gotowe do rytualnego spożycia. Dzięki takiemu sposobowi przygotowania potrawy nie tylko nie straciły swoich witamin, ale w dodatku zostały nasycone energią wnętrza ziemi.

- Nigdy nie zapomnę Pachamanki, którą przygotował dla nas maestro następnego dnia po inicjacjach w jaskini potów i kąpieli w lodowatym jeziorku - mówi Gerardo Pizarro. - Była to pierwsza uczta w moim życiu, podczas której jadłem, owoce, słodkie ziemniaki, warzywa oraz mięso upolowanego jelenia. Maestro, tym rytuałem, nauczył nas jak cieszyć się obfitością bez ograniczeń i odnajdywać przyjemność w każdej chwili naszego życia. Przyroda ofiarowuje nam wszystko, co najlepsze abyśmy poczuli się królami wszechświata. Dlatego do kamiennego pieca wkładamy te produkty, które zawsze bardzo chcieliśmy zjeść. I chociaż uczta Pachamanki nie może trwać w nieskończoność to jednak wspomnienie tego wydarzenia na zawsze pozostanie w naszej duszy.

Mówiąc te słowa curandero powkładał na głowy wszystkich uczestników rytualnego posiłku zielone korony uplecione z liści i drobnych gałązek. Miały nam przypominać, kim naprawdę jesteśmy i jak bardzo powinniśmy kochać Naturę, samych siebie i wszystkich ludzi na Ziemi.
Kończąc rytualną ucztę Gerardo Pizarro powtórzył za jednym ze swoich mistrzów, że w życiu prawdziwego szamana, a także każdego człowieka, liczą się tylko trzy rzeczy pozwalające ciału, umysłowi i duszy pozostawać w harmonii i równowadze: zdrowe jedzenie, regenerujący sen oraz otwarte, kochające serce.
Włodzimierz Adam Osiński
fot. autora


Tekst zamieszczony w miesięczniku "Czwarty Wymiar" nr 5/2009.


Zobacz galerię zdjęć z Rytuału Pachamama <<<>>>

GERARDO PIZARRO
Peruwiański szaman wywodzący się z rodu uzdrowicieli (curandero) sięgającego preinkaskiej kultury Mochica. W wieku 12 lat uciekł z domu, aby pobierać nauki od peruwiańskich curandero zamieszkujących Andy i peruwiańską część Amazonii. Szamańskie inicjacje przechodził u Indian Aguaranos, praktykował u curandero z plemienia Jaguarów, a następnie u Hurus nad jeziorem Titicaca. Poznał sposoby uzdrawiania za pomocą świętych roślin i zaczął prowadzić rytuał Mesa Chamanica.
Swoją wiedzę zdobywał przez 14 lat od 32 szamanów i curandero. Do tej pory w warsztatach i rytuałach prowadzonych przez Gerardo Pizarro wzięło udział ponad 60 tysięcy osób.
Do Polski przyjechał po raz pierwszy w marcu 2006 roku.

Patrz inne artykuły poświęcone GERARDO PIZARRO:
WYPRAWA DO KRAINY DUCHA - OPOWIEŚĆ SZAMANA
SZAMANI - LEKARZE LUDZKICH DUSZ