O ROZWOJU DUCHOWYM W PIĘCIU OBRAZACH

Jesienią 2010 roku, kiedy jeszcze nic nie wskazywało na tak szybkie odejście Sathya Sai Baby, jak zawsze zatrzymałem się wraz z grupą Polaków w aśramie Swamiego. Z zainteresowaniem obserwowaliśmy gorączkowe przygotowania do uroczystości związanych z obchodami osiemdziesięciopięciolecia urodzin założyciela Prasanthi Nilayam. W owym czasie moim współlokatorem w aśramowym pokoju był Dariusz, energiczny kierowca ciężarówki, od dawna mieszkający w Irlandii. Podczas jednej z rozmów opowiedział mi o nietypowym uzdrowicielu i jego sesjach regresyjnych przy dźwiękach bębna. Zaciekawiony postanowiłem poznać tego niesamowitego człowieka. Namówiwszy kilka towarzyszących mi osób wyruszyliśmy na poszukiwanie Josafa - Białego Sokoła.

OBRAZ PIERWSZY
O POTRZEBIE UWAŻNOŚCI, CZYLI BUTY NA PROGU
Indyjska pogoda nie rozpieszczał nas zeszłej jesieni, na przemian wylewając na turystów hektolitry wody lub prażąc oślepiającym słońcem. Uliczki Puttaparthi, zamieniające się co kilka dni w rwące strumienie, nie zachęcały do pieszych wędrówek, natomiast podróż motorową rikszą często kończyła się niespodziewanym ugrzęźnięciem pojazdu w błotnej mazi. Nie zrażeni nieprzychylną aurą dotarliśmy, zgodnie ze wskazówkami Darka, pod dom uzdrowiciela leżący na dalekich peryferiach miasteczka. Josaf okazał się postawnym mężczyzną w sile wieku o przenikliwym spojrzeniu i silnym głosie. Gospodarz mimo, że był bardzo zajęty, zaprosił naszą małą gromadkę na patio swojego domu i powitał. Wymieniając grzecznościowe uwagi poprosiliśmy uzdrowiciela, aby opowiedział nam coś o sobie oraz o swojej nietypowej metodzie terapeutycznej. Josaf zgodził się i zaproponował kolejne spotkanie. Kiedy opuszczaliśmy domostwo uzdrowiciela, ten wskazał nam nasze buty, które, hinduskim zwyczajem, pozostawiliśmy przed wejściem.

- Wszystkie, nawet najprostsze, czynności oraz sposób w jaki je wykonujemy odzwierciedlają nasz stan wewnętrzny - powiedział Josaf wskazując na leżące na progu klapki i sandałki. - Zobaczcie, że niektóre buty stoją równo, a inne są niedbale porozrzucane. Zachowujący uważność obserwator może bardzo wiele wywnioskować o wewnętrznym stanie ducha ich właścicieli. Znaczenie ma także fakt, w którą stronę skierowane są noski, stan zdarcia podeszwy i czy właściciel dba o swoje obuwie. Nasza dusza i ciało dają nam wiele znaków, które przejawiają się przez intuicyjne i machinalne czynności. Tylko do nas zależy czy będziemy w stanie je zauważyć.
Musieliśmy mu w duchu przyznać rację gdyż osoby najbardziej "zakręcone" z naszego grona, nie tylko porozrzucały swoje buciki, ale nawet pozostawiły je podeszwami do góry.


OBRAZ DRUGI
O ŁZACH SMUTKU I ŁZACH RADOŚCI
W kilka dni później, ponownie znaleźliśmy się przed domem uzdrowiciela. Josaf posadził nas na matach do jogi i zaproponował, aby każdy powiedział coś o sobie. Oczywiście gospodarz mówił najwięcej ze wszystkich.
-Wychowałem się na wsi w rodzinie dawnych potomków kozackich, którzy zawsze byli blisko z energiami przyrody - opowiadał Josaf. - Moi rodzice bardzo kochali muzykę i każdego wieczoru grali i śpiewali wiele ludowych pieśni. Szczególną umiejętność, w tym względzie, posiadał mój ojciec, który za pomocą swoich pieśni bez słów potrafił łagodzić spory i wprowadzać radosną atmosferę. Ja także chciałem grać i śpiewać, dlatego otrzymałem od swoich rodziców bębenek, na którym wygrywałem melodie rodzące się w mojej duszy. Wiele lat później, kiedy spotkałem się z pewnym szamanem syberyjskim, powiedział mi, że moje pieśni mają w sobie uzdrawiającą moc tradycyjnego kamłania (szamańskiego śpiewu transowego), które czerpie swoją moc z przyrody i potrafi uzdrowić ciało oraz duszę. Zrozumiałem wtedy, dlaczego bęben stał się moim ulubionym instrumentem muzycznym, a potem terapeutycznym, z którym nie rozstałem się do dzisiaj.

Zgodnie ze swoim znakiem zodiaku, Josaf od dzieciństwa posiadał także dar rozumienia przyrody, odgadywania ludzkich myśli oraz przepowiadania przyszłości. Jego pierwszą znacząca przepowiednią było przewidzenie rychłej śmierci Stalina. Jednakże w czasach komunistycznego terroru, takie słowa nawet w ustach małego chłopca mogły sprowadzić wiele kłopotów na całą rodzinę. W obawie przed więzieniem lub deportacją do gułagu rodzice zabronili siedmioletniemu Josafowi opowiadań komukolwiek o swoich wizjach.
- Kiedy wkrótce po mojej przepowiedni umarł Stalin i cały kraj pogrążył się w "żałobie" w oczach moich rodziców także zobaczyłem łzy - wspominał Josaf. - Były to jednak nie łzy smutku, ale łzy prawdziwej radości.

OBRAZ TRZECI
O DOBREJ PRZESZŁOŚCI I ŻYCIU W "TU I TERAZ"

Drugie spotkanie z uzdrowicielem wywarło na moich przyjaciołach ogromne wrażenie. Marianna, uczestniczka naszego spotkania, poprosiła Josafa o sesję terapeutyczną, a mnie o tłumaczenie z języka rosyjskiego. Trwającą około 40 minut drogę z aśramu Sai Baby do domu uzdrowiciela przeznaczyliśmy na przygotowanie do sesji. Kobieta opowiedziała mi ze szczegółami o swoim nieudanym życiu: kłopotach z mężem, dziećmi, problemach ze zdrowiem i wielu rozterkach psychicznych.

Szukając w pamięci odpowiednich słów przydatnych w tłumaczeniu czułem jak moje ciało po woli ugina się pod ciężarem niewesołego życia Marianny. Kiedy dotarliśmy do domu uzdrowiciela miałem już ułożoną w głowie całą tragiczną opowieść. Na szczęście nie musiałem jej referować gdyż Josaf zaskoczył nas swoją nietypową terapią.

- Prawie każdy czuje wielką bezsilność, kiedy myśli o swojej przeszłości i błędnych decyzjach jakie w niej podjął - rozpoczął tłumaczenie Biały Sokół. - Przeszłości nie można w żaden sposób zmienić i sądzimy, że jedyne co nam pozostało to użalać się nad nią i nad sobą. Tymczasem na wszystkie pytania dotyczące przeszłości powinniśmy odpowiadać pozytywnie. Wszelkie decyzje i świadome wybory jakich dokonaliśmy w całym swoim życiu były nie tylko prawidłowe, ale nawet konieczne dla odpowiedniego ukształtowania i rozwoju naszej duszy. Bez nich nigdy nie dotarlibyśmy do miejsca, w którym właśnie teraz się znajdujemy.

Odrzucenie przeszłości lub akceptowanie jedynie jej "jasnej strony" także prowadzi do duchowej "schizofrenii". Brak akceptacji swojej przeszłości sprawia, że odcinamy się od własnej karmy i ciągle powracamy myślami do dawnych wydarzeń zapominając, że życie, na które mamy realny wpływ, toczy się jedynie w naszej teraźniejszości.
Nierozliczona pozytywnie przeszłość ciągnie nas do tyłu i sprawia że cierpiąca dusza zapada na kolejne, objawiające się w ciele fizycznym, choroby. Dlatego powinniśmy zmienić swoje myślenie i rozmówić się poważnie z naszym ego, które zamiast realnie pomagać nam w życiu lubi "karmić się" wytykając nam błędy i wpędzając nas w poczucie winy. Właściwie postępując zmienimy swoją energię, nasi przyjaciele odejdą, a wrogowie staną się naszymi sprzymierzeńcami.

OBRAZ CZWARTY

O SŁUCHANIU WŁASNEGO CIAŁA
Podczas kolejnego spotkania z Josafem poznaliśmy jego dalsze losy. Jako młody człowiek ukończył szkołę muzyczną i zaczął pracować w szkole. Nie zapomniał także o sferze duchowej poznając hipnozę i wiele innych metod terapeutycznych. Kiedy w 1979 roku wraz z rodziną wyemigrował do Stanów Zjednoczonych kontynuował dalej swoją naukę zdobywając licencję fizjoterapeuty.
- Kiedy przez wiele lat stosowałem w praktyce różne metody określane mianem medycyny alternatywnej bardzo cieszyły mnie uzyskiwane rezultaty. Jednakże czas, jakiego wymagały te terapie, budził moje ciągłe zastrzeżenia - opowiadał Biały Sokół. - Nawet, gdy pracowałem najbardziej efektywnymi metodami, to ciągle potrzebowałem zbyt wiele czasu, aby uzyskać pożądane rezultaty w poprawie zdrowia moich klientów. Sukces osiągnąłem dopiero wtedy gdy skupiłem się jedynie na miłości, która przepełniała moje serce, do wszystkich żyjących istot wraz z ich cierpieniem i niedostatkami. I tak narodziła się moja metoda Accelerating Energy Transformation (Przyspieszenie transformacji energetycznej)

Po latach eksperymentów terapeuta powrócił do pracy z bębnem, swoim ukochanym instrumentem muzycznym, przy którym prowadzi nietypowe sesje regresyjno-uzdrawiające.

- Będąc fizjoterapeutą nauczyłem się słuchać tego, co mówi nam ciało człowieka - tłumaczy Josaf. - Wszystkie ludzkie organy nie tylko do nas mówią ale nawet krzyczą, tymczasem my zachowujemy się jak głusi. A przecież wszystko można usłyszeć, zrozumieć i uzdrowić. Ponieważ każdy myśli na swoim poziomie rozwoju i nie dopuszcza możliwości innych doświadczeń, dlatego też najistotniejszy w życiu człowieka jest rozwój i wzrost świadomości. W zależności od tego, jak zostaliśmy wychowani przez naszych rodziców i otoczenie jesteśmy mniej lub bardziej otwarci na własne wnętrze. A właśnie stamtąd powinniśmy czerpać naszą najgłębszą wiedzę poprzez zmianę świadomości i rozwijanie wewnętrznego odczuwania.


OBRAZ PIĄTY

O NIENAWIŚCI I MIŁOŚCI
Tej jesieni jeszcze kilkakrotnie odwiedziliśmy leżący na peryferiach Puttaparthi dom Josafa, który za każdym razem zaskakiwał nas swoimi głębokimi przemyśleniami dotyczącymi rozwoju duchowego. W większości swoich wypowiedzi terapeuta zawsze powracał do najważniejszego, jego zdaniem, zadania jakie stoi przed każdym człowiekiem - nauką bezwarunkowej miłości.
- Wiem, że łatwo jest otworzyć serce przed kimś dobrym i wartościowy, natomiast bardzo trudno jest pokochać osobę, który w swoim życiu robi tylko złe rzeczy - tłumaczył Josaf - Biały Sokół. - I nie pomoże nam w tym tak modne ostatnio wybaczanie. Możemy wybaczać całe życie, a i tak, nie osiągniemy zamierzonego rezultatu. Nienawidzimy własnych rodziców, byłych partnerów, swoich dzieci, a nawet siebie samych. Tymczasem powinniśmy pokochać innych oraz siebie nie dlatego, że jesteśmy coś warci, ale z powodu, że zostaliśmy stworzeni przez Boga i wszyscy nosimy w sobie jego boską cząstkę. To wielkie psychologiczne lekarstwo, które każdy z nas ma na wyciągnięcie ręki.
Włodzimierz Adam Osiński
fot. autora
tekst zamieszczony w magazynie "Czwarty Wymiar" nr 9/2011