SIŁA MROKU
czyli
W LABIRYNCIE PODŚWIADOMOŚCI

Z pośród wielu doznań jakie może przeżyć człowiek jednym z najbardziej pierwotnych i wstrząsających jest przebywanie w absolutnej ciemności. Całkowita utrata wizualnej kontroli nad rzeczywistością powoduje, że stajemy się zupełnie bezbronni i zdani na łaskę otaczającej nas materii. Niczego nie obawiamy się tak bardzo jak ciemnych zakątków naszych mieszkań, piwnic czy nieoświetlonych korytarzy. Umysł podpowiada nam, że w tych mrocznych miejscach czają się najgorsze rzeczy jakie mogą nas w życiu spotkać. W ciemności dochodzą do głosu wszystkie z dawna skrywane lęki i fobie.
Czy jednak mamy rację, a może jedynie ulegamy kulturowym nawykom i dyktatowi wzroku, który nie pozwala nam na poznawanie rzeczywistości za pomocą innych bodźców i doznań pozazmysłowych. Odpowiedzi na te wszystkie pytania można znaleźć w Mroku, eksperymentalnym labiryncie zbudowanym przez zapaleńca, który pragnąc stworzyć nowy ekspresyjny środek wyrazu artystycznego wykreował miejsce, w którym ciemność staje się przyjacielem, terapeutą i przewodnikiem po najmroczniejszych zakamarkach ludzkiego umysłu.

W MROCZNYM LABIRYNCIE
- Kiedy pierwszy raz weszłam do Mroku ogarnęło mnie silne uczucie przerażenia, poczułam się jak człowiek, który stracił wzrok - wspomina Elżbieta. - Przesuwałam się z rękami wysuniętymi przed siebie próbując zapanować nad lękiem. Po chwili znalazłam ławeczkę, na której usiadłam aby zapanować nad emocjami i rozszalałym sercem. Wtedy nareszcie poczułam się bezpieczna, co więcej w przypływie ciekawości postanowiłam spenetrować Mrok i zbadać jego wszystkie zakamarki. Otaczająca mnie fala ciemności była przyjemna, ciepła i jakby poza czasem. Do moich uszu zaczęły dochodzić dźwięki medytacyjnej muzyki przeplecione z odgłosami przyrody oraz monotonnym zaśpiewem tybetańskiego mnicha. Zaczęłam chłonąć Mrok wszystkimi zmysłami. Poczułam wtedy, że w mrocznym labiryncie są także inni ludzi. Wszyscy, których spotykałam byli bardzo delikatni, nieśmiało dotykali moich dłoni i odpływali w ciemność. Podczas tych kontaktów nie tylko nie odczuwałam strachu, ale co dziwne dodawały mi otuchy, że nie jestem tu sama.
Kiedy znalazłam wyjście z Mroku i usiadłam w fotelu aby odpocząć okazało się, że przebywałam w labiryncie prawie godzinę. Po chwili odpoczynku wróciłam od Mroku, ale już z całkowicie odmiennym nastawieniem - byłam spokojna i pewna siebie. Większość wrażeń, które wtedy przeżyłam można by zaliczyć do doznań pozazmysłowych. Sącząca się w ciemności muzyka pozwoliła mi łatwo zapaść w głęboką medytację, w której zobaczyłam siebie jako małą chińską dziewczynkę przygotowywaną przez mnichów do świątynnej służby. Gdy reinkarnacyjne wizje ustąpiły zaczęłam ze zdziwieniem dostrzegać wędrujące wokół siebie świetliste mgiełki, które okazały się aurami innych przebywających w Mroku osób. Kiedy po dwóch godzinach opuszczałam labirynt byłam całkowicie zrelaksowana i wyciszona wewnętrznie. Wtedy postanowiłam, że jeszcze nie raz wejdę do Mroku.

W POSZUKIWANIU PIERWOTNYCH DOZNAŃ
Twórcą pomysłu i głównym motorem powstania "mrocznego labiryntu" jest Jarosław Kusza, kompozytor oraz reżyser teatralny i filmowy. - Mrok zepchnął u mnie potrzeby filmowo-teatralne na dalszy plan ponieważ w swej istocie zawiera całą masę kompletnie nowych, nadzwyczajnych możliwości oddziaływania na odbiorcę - mówi Jarosław Kusza. - Kiedy opracowałem pierwszy projekt budowy Mroku poczułem taką ekscytację jakbym wędrował po nieznanej planecie zamieszkałej przez istoty posiadające własną psychologię i socjologię. Cieszę się, że udało mi się trafić w obszar tak niesłychanie dziewiczy.
Podstawową składową labiryntu jest ciemność. Dzięki niej osoby wchodzące do Mroku zmuszone są do odrzucenia większości standardowych zachowań i struktur myślowych wynikających z dominacji wzroku nad innymi zmysłami. Pozbawieni wszystkich doznań jakich dostarcza nam możność widzenia musimy obyć się bez biernego obserwowania, klasyfikowania i wartościowania odbywającego się w zaciszu lewej półkuli mózgowej. Aby czegoś naprawdę doświadczyć musimy uruchomić inne zmysły, które tak jak dotyk zapewniają radykalniejszy sposób kontaktu z otaczająca nas materią. Ciemność nie tylko nie zubaża naszych wrażeń ale pomaga w budowaniu nowych ścieżek doznawania w tym także postrzegania pozazmysłowego. Pozbawiając się wzroku otrzymujemy w zamian zapomniane zmysły umożliwiające doświadczania rzeczywistości w sposób nie tylko zewnętrzny, ale także wewnętrzny. To droga prowadząca nas prosto do medytacji, jasnowidzenia i kontaktu z wyższą świadomością. Uczestnik Mroku buduje w sobie nową energetykę wymiany doświadczeń, między nim, a innymi osobami oraz otaczającą go materią, opartą o pierwotne intuicyjne funkcje prawej półkuli mózgu. Tutaj liczy się tylko indywidualna ścieżka analizy przeżywanych wrażeń i namacalnych doświadczeń.
Badania przeprowadzone przez Jarosława Kuszę wskazują, że strachu przed ciemnością nie może przełamać tylko nieliczna grupa ludzi. Większość osób przyznaje, że w Mroku czuje się bardziej bezpiecznie niż w pełnym świetle. Przebywanie w ciemności wyzwala w nich najbardziej atawistyczne i pierwotne doświadczenia zbliżone do tych jakich doznaje płód w łonie matki.

DOTYKAM - JESTEM DOTYKANY
Na śmiałków, którzy odważą się na mroczną wyprawę po labiryncie czeka oprócz ciemności i muzyki jeszcze jedno niesamowite doznanie - wielka dotykowa symfonia. Ciepłe, zimne, szorstkie, gładkie, twarde, miękkie, stałe i ruchome to wrażenia, które zapewnia specjalna dekoracja przygotowana dla uczestników sesji terapeutycznych w Mroku.
- Początkowo bałem się poruszać w przestrzeni, nad którą nie panuję wizualnie i nie mogę przewidzieć kiedy się o mnie otrze, dotknie lub całkowicie zastopuje zmuszając do zupełnej zmiany kierunku - mówi Klaudiusz, student wydziału dziennikarskiego UW. - Dopiero kiedy na swojej drodze napotkałem innych tak jak i ja błądzących w Mroku, zrelaksowałem się. Poczułem, że wszyscy są nastawieni do mnie przyjacielsko. Ich opiekuńcze dłonie zdawały się mówić: nie musisz się mnie obawiać, jestem takim samym wędrowcem jak ty. - Spotkania w Mroku z powodu swojej całkowitej anonimowości sprowadzają zetknięcie dwojga osób do elementarnych relacji człowiek-człowiek - tłumaczy Jarosław Kusza. - Dopóki nie wiemy kto stanął na naszej drodze w mrocznym labiryncie musimy otworzyć się na niego jak na naszego wielkiego nauczyciela, terapeutę lub przewodnika. Jarosław Kusza dowodzi, że dzięki dotykowi możemy nawiązać relacje z osobami, z którymi nigdy nie zainicjowalibyśmy kontaktu bazując jedynie na analizie wizualnej. Możemy także przełamać wiele leków i fobii oraz kulturowych stereotypów. - Nikomu życiu nie pozwalałam się dotykać bo brzydziłam się swojego ciała - wspomina Janina, 50-sięcioletnia księgowa. - W dniu kiedy weszłam do Mroku i w ciemności ktoś mnie dotknął, zaszła we mnie jakaś przemiana. Po raz pierwszy poczułam, że dotyk może być taką cudowną i przyjemną rzeczą. Otworzyły się przede mną wrota doznań jakich nigdy jeszcze nie doświadczyłam. Postanowiłam, że od tej chwili moje życie będzie inne.
- W Mroku ludzie tracą wszystkie swoje wizualne atuty, którymi przyzwyczaili się żonglować - tłumaczy Kusza. - W ciemnościach nikt przecież nie dostrzeże ich olśniewającej fryzury, śnieżnobiałych zębów czy z trudem zdobytej na siłowni muskulatury. Odarci z zewnętrzności uczestnicy Mroku zmuszeni są zaktywizować inne składniki psychiki. Zamiast myśleć zdajemy się na pierwotniejsze od intelektu odczuwanie i atawistyczne emocje.

TERAPIA W RYTMIE PRZYRODY
- Jednym z założeń Mroku jest przełamywanie powszechnie panującego stereotypu, że ciemność musi budzić lęk. Przeciwnie dzięki ciemności możemy pozbyć się większości fobii, w które wpędził nas obowiązujący styl życia. - mówi Jarosław Kusza - Kiedy wyzwolimy się dominacji lewej półkuli mózgu natychmiast zniknie też myślenie o skazach wyglądu i nadwadze. To wszystko przestanie istnieć, a my osiągniemy wyciszenie.
Istotną składową doświadczeń jakich doznają wszyscy uczestnicy terapii jest muzyka.
- Ponieważ Mrok odwołuje się do naszej podświadomości, w której możemy odnaleźć wiele przedkulturowych składników będących zaledwie zalążkami tego, co obecnie nazywamy muzyką, zdecydowaliśmy, że w labiryncie będą królowały naturalne odgłosy przyrody takie jak szum wody, odgłosy lasów tropikalnych czy nawoływania wielorybów - tłumaczy Kusza. Jednym z pierwszych terapeutów, którzy dostrzegli wielkie możliwości jakie niesie ze sobą Mrok była Iwona Jędruch.
- Spędzając tak znaczną część naszego życia w świetle, nie zdajemy sobie sprawy, jak odświeżające może być przebywanie w ciemności - mówi pani Iwona. - To niezwykle stymulująca sytuacja, uwalniająca od stresów i ciężarów codzienności oraz otwierająca dostęp do ukrytych sił witalnych organizmu, zawartych zarówno w sferze psychicznej jak i fizycznej. Dlatego uważam, że Mrok może spełniać ogromną rolę terapeutyczną, poczynając od leczenia nerwic, aż do walki z uzależnieniami. Znakomicie nadaje się do przezwyciężania syndromu wyuczonej bezradności, oraz do szkolenia terapeutów. Szczególne rezultaty przynosi także w leczeniu depresji, stanów apatycznych, niechęci do życia i nadpobudliwość psychomotorycznej.
Pani Iwona Jędruch podczas swoich sesji terapeutycznych łączy profesjonalnie podawane sugestie słowne z dźwiękami gongu, mis tybetańskich oraz kamertonów.

W OBJĘCIACH WYOBRAŹNI
Podstawowym walorem Mroku jest całkowita odmienność bodźców, unikalność sytuacji, oraz dziwność przeżyć i doświadczeń działających odświeżająco, inspirująco i pobudzających wyobraźnię odbiorcy.
- W Mroku umysł zachowuje się jak wrażliwe dziecko, któremu po raz pierwszy czyta się piękną i zupełnie nową baśń - mówi Jarosław Kusza. - Poddawaniu się nowej rzeczywistości towarzyszy jednocześnie automatyczne uwolnienie się od "tamtej", znanej nam wizji świata, w której jesteśmy biegli i która, stała się, nie znającą alternatywy, rutyną hamującą nasz potencjał. Przebywania w Mroku nie można objąć intelektualnie, można go jedynie doświadczyć, doznając receptorami ciała, psychiki i głębiej - tym wszystkim co kształtuje nasze wewnętrzne Ja.

Włodzimierz Osiński, Elżbieta P. Jóźwiak
tekst zamieszczony w miesięczniku "Czwarty Wymiar" nr 6/2005.