LASANA - ENERGIA BOSKIEJ MIŁOŚCI
Wstąpienie na drogę duchowego rozwoju kojarzy się nieodparcie z lekturami, warsztatami, seminariami lub indywidualnymi rozmowami z mistrzami reprezentującymi poszczególne ezoteryczne dziedziny. Jest to piękne, ale i za razem przerażające, bo jak na to wszystko znaleźć czas? Medytacje, praktyki duchowe, śpiewanie mantr lub odprawianie jakiegokolwiek, nawet najprostszego rytuału, uczy nas cierpliwości, pokory i szacunku dla energii i istot pragnących przekazać nam swoją wiedzę.
Choć tak naprawdę w głębi duszy większość z ezoterycznych adeptów wolałaby, aby jakiś niespotykany przełom energetyczny równy oświeceniu, jakiego doznał Budda po wieloletnich medytacjach odbył się natychmiast (najlepiej w pierwszy wolny weekend), po dwóch godzinach warsztatów lub po przeczytaniu kilku stron z książki napisanej przez jakiegoś inkarnowanego mistrza. Tak byłoby najlepiej. Po przeżyciu takiego oświecenia, zjednoczenia się z Bogiem lub rozpoznaniu w sobie kosmicznego nieśmiertelnego pierwiastka, nasze życie odmieniłoby się diametralnie. Posiadając moc kształtowania rzeczywistości wkroczylibyśmy na inny poziom egzystencji. Zdolni uleczać choroby, wskrzeszać zmarłych i materializować potrzebne nam przedmioty, odmienilibyśmy los świata, a przy okazji swój własny.
Niestety tego typu przemiany zdarzają się bardzo rzadko (nie mówię tu o nawiedzeniach religijnych) i najczęściej okupione są jednak latami ponadludzkich wyrzeczeń, ascezy lub niespotykanej dyscypliny umysłu. Jednak w literaturze tematu zdarzają i takie przypadki, kiedy oświecenie lub stan zjednoczenia z całym kosmosem przychodzi nagle, całkiem niespodziewanie, i nie jest wynikiem żadnych duchowych praktyk - tak dzieje się z awatarami.
Napisałem ten przydługi wstęp, aby uświadomić Ci, drogi Czytelniku czemu (zresztą nie tylko ja) od wielu lat jestem zafascynowany Sai Babą, Mother Meerą czy innymi świetlistymi istotami, które tylko na chwilę przyoblekły się w ciało fizyczne aby całym swoim jestestwem przekazać nam jak najwięcej miłości, radości i czystego światła. Aby odwiedzić Sai Babę zabrakło mi odwagi (ach te okropne Indie) natomiast spotkanie z Mother Meerą na długo pozostanie w mojej pamięci. Dlatego też, kiedy usłyszałem, że w Czechach można zobaczyć się z młodą 18-letnią awatarką nie namyślałem się ani przez chwilę.

PODRÓŻ
Czechy powitały nas ulewnymi deszczami oraz fatalną nawierzchnią górskich serpentyn. Dużo czasu zajęło nam także uporanie się z logiką mikroskopijnych znaków drogowych, które w końcu doprowadziły naszą wyprawę do małej miejscowości Wilcze Pole. Tu właśnie w XIV wiecznym zamku znajduje się siedziba aśramu prowadzonego przez rodzinę Matki Lasany.
Hana, uśmiechnięte blondynka około 40 lat, przydziela nam kwatery i wpisuje nasze nazwiska do wielkiej księgi meldunkowej.
- Są tu zapisani wszyscy, którzy od początku roku odwiedzili Matkę Lasanę - Hana udziela nam wyczerpujących informacji. - Mamy gości nie tylko z Czech, ale także ze Słowacji, Niemiec, Austrii, a nawet Japonii. Widzę, że teraz przyszedł czas na Polskę.
Hana pełni w aśramie rolę ochmistrzyni zarządzającej wszystkim, co dzieje się na zamku. Duchowa strona życia pociągała ją tak bardzo, że wybrała się do Indii na spotkanie z Sai Babą. Podczas jednego z darshanów Hana poznała swojego rodaka, który opowiedział jej o Matce Lasanie.
- Musiałam pojechać, aż do Indii, aby dowiedzieć się, że w moim własnym kraju mieszka najprawdziwsza awatarka, która daje ludziom światło - śmieje się Hana. - Teraz jestem szczęśliwa, bo pracuję i przebywam w najbliższym otoczeniu Matki Lasany.
Zmęczeni podróżą układamy bagaże w przydzielonym pokoju. Ze ściany uśmiecha się do nas wielki portret Matki Lasany. Eryk, uczestnik naszej ezoterycznej eskapady, wyciąga wahadełko i zatapia się w radiestezyjnych badaniach. Po dłuższej chwili wypowiada tylko dwa słowa - Dobra energia.
Otuleni w puchowe pierzyny zasypiamy prawie natychmiast.

KTO RANO WSTAJE

Życie w czeskim aśramie rozpoczyna się tuż po szóstej rano. Zaspani ustawiamy się w kolejce na darshan. W milczeniu zajmujemy miejsca w obszernej sali. Zapalone świece i zapach kadzidła wprowadzają nas w uroczysty nastrój. Punktualnie o siódmej do sali wkracza Matka Lasana młoda osiemnastoletnia dziewczyna ubrana w długą suknię. Przy dźwiękach delikatnej muzyki Lasana rozpoczyna swoją energetyczną pracę. Eryk, widzący subtelne energie, jest zachwycony kulą światła, która pojawia się w dłoniach dziewczyny.Matka Lasana podchodzi do osób siedzących w pierwszym rzędzie i kładzie im dłonie na głowach. Pozostałe rzędy otrzymują jedynie jej energetyczne wsparcie. W tym momencie, podczas porannego darshanu, dochodzi do niecodziennego wydarzenia - zakochana para młodych Czechów podchodzi do Matki Lasany, aby złożyć w jej obecności przysięgę małżeńską. Urokliwa dziewczyna i przystojny młodzieniec klękają przed awatarką, która owija im dłonie wstęgą przystrojoną małymi różyczkami.
- Niech przez całe życie prowadzi was tylko miłość - mówi Matka Lasana i błogosławi nowożeńców
Siedzący na sali rodzice Młodej Pary nie ukrywają wzruszenia. Przed Lasaną pojawia się kilka osób z instrumentami muzycznymi w dłoniach i rozpoczyna się śpiewanie pieśni. Chwytliwe melodie od razu wpadają w ucho. I chociaż nie jesteśmy biegli w języku czeskim bez trudu rozpoznajemy słowa refrenu. Matka Lasana, laska Lasana
Lasana wraz z innymi klaszcze w dłonie śpiewając refren pieśni ułożonej na jej cześć. Po zakończeniu darshanu pełni energii schodzimy do jadalni na wegetariańskie śniadanie.

ZAMEK WILCZE POLE
W aśramie nic nie dzieje się przypadkowo, wszystko jest zaplanowane i podporządkowane Matce Lasanie oraz drugiej najważniejszej kobiecie w tym miejscu Diesanie. Przybysz pragnący poczuć energię awatarki zostaje wciągnięty w ustalony od dawna rytm zajęć, na które składają się poranny i wieczorny darshan, zbiorowe śpiewanie mantr oraz posiłki. Najbardziej wytrwali mogą nawet nastawić zegarki na drugą w nocy, aby wspólnie zaśpiewać mantrę Om. Jesteśmy tu po raz pierwszy, więc pragniemy zobaczyć wszystkie atrakcje, jakie ofiarowuje nam aśram. We wczesnych godzinach przedpołudniowych mieszkańcy aśramu spotykają się w urządzonej w chińskim stylu herbaciarni zwanej po czesku ćajownią. Spotykamy tu znaną nam już grupę instrumentalną, która wykonuje piosenki poświęcone boskiej bezwarunkowej miłości oraz Matce Lasanie. Choć pieśni jest wiele wszyscy bardzo dobrze znają teksty. Nasza pięcioosobowa grupa zdecydowanie odstaje od tła gdyż w całym aśramie przeważają młodzi ludzie. Niektórzy przyjeżdżają tu regularnie od ponad roku. Młodzi Czesi nie ukrywają, że Matka Lasana jest dla nich czymś, czego nie wynieśli z rodzinnych domów. Religia nie odgrywa bowiem w Czechach tak wielkiej roli jak chociażby w Polsce. W czasach komunistycznych wiele kościołów zamieniono na kina, muzea religii lub po prostu zamknięto. Kapłani stali się natomiast oczkiem w głowie tajnych służb bezpieczeństwa. Dzięki polityce dawnych władz trzydziestoletni dziś Czesi wychowali się w kompletnej religijnej pustce i w zdecydowanej większości deklarują się jako ateiści. Sytuację zmieniła dopiero aksamitna rewolucja pozwalając obywatelom na prawdziwą wolność wyznania.
Podczas obiadu poznajemy Petra, młodego Czecha, który polskiego nauczył się oglądając bajki o Misiu Uszatku. Młodzieniec opowiada nam historię swoich duchowych poszukiwań.
- Przez 4 lata praktykowałem u pewnego mistrza duchowego, który jak się potem okazało zajmował się czarną magią - wspomina Petr. - Na szczęście wkrótce spotkałem Matkę Lasanę i zrozumiałem jak bardzo zbłądziłem. Teraz wiem, że jestem w dobrych rękach.
Petr pochodzi z dużego miasta Mlada Boleslav gdzie uczy się i pracuje. W aśramie przebywa tylko podczas darshanów gdzie jako wolontariusz spełnia wiele użytecznych funkcji. Bardzo spodobała nam się szczerość i otwartość młodego Czecha, z jaką opowiadał nam o swoich poszukiwaniach duchowych i miłości do Matki Lasany.

MATKA DIESANA

Po wieczornym darshanie jako goście specjalni zostajemy zaproszeni na rozmowę z biologiczną matką Lasany, która przybrała imię Diesana.
Kobieta ucieszyła się, że wieść o jej córce dotarła także do naszego kraju. Chciałaby jednak, aby do aśramu przybywały wyłącznie osoby nieprzypadkowe. Diesana już w pierwszym okresie ciąży wiedziała że jej nienarodzone dziecko będzie wyjątkowe. Procesy energetyczne zachodzące w ciężarnej były tak silne, że Diesana długi czas spędziła w szpitalu gdzie lekarze bezowocnie analizowali jej przypadłości. Bowiem przed zwyczajną, nie mającą wówczas większej wiedzy ezoterycznej, kobietą otworzył się nagle, z niespotykaną intensywnością, świat energii subtelnych. Diesana odczuwała jak jej ciało napełnia się światłem, a wokół niej krążą świetliste, opiekuńcze energie, towarzyszące nienarodzonemu dziecku.
Lasana już jako mała dziewczynka zaczęła obdarzać innych boską energią. Z powodu swojej odmienności i częstych spontanicznych eksterioryzacji oraz stanów bilokacyjnych Matka Lasana ukończyła zaledwie pierwszą klasę szkoły podstawowej. Dalszą naukę pobierała w domu pod okiem Diesany. W Czechach Lasana znana jest od ponad 10 lat, kiedy to, jako mała dziewczynka, zaczęła udzielać pierwszych darshanów.

DARSHAN
Spotkania z Matką Lasaną są radosne i pełne śpiewu młodych ludzi pragnących doświadczać boskiej bezwarunkowej miłości. Podczas darshanu każdy może podejść do Awatarki, która dotyka jego głowy, bierze go za ręce i patrzy mu głęboko w oczy. Energia, która otacza wszystkich zebranych jest delikatna, świetlista i żarliwa jak miłość niewinnego dziecka. Nieoceniony Eryk z zachwytem wpatruje się w aury siedzących na sali ludzi.
- Z chwili na chwilę każdy otrzymuje coraz to więcej świetlistej energii - opowiada swoje wrażenia Eryk. - Pomiędzy Pasaną, a obecną na sali Diesaną tworzy się rodzaj energetycznego łuku, który obejmuje wszystkich zgromadzonych. A kiedy uczestnicy darshanu zaczynają śpiewać energia jeszcze bardziej się potęguje. Bardzo się cieszę, że mogłem zobaczyć i doświadczyć tego zjawiska.Energia miłości Matki Lasany najsilniej oddziałuje na naszą czakrę serca. Wiele kobiet przybywa do aśramu z prośbą o odmianę swojej sytuacji uczuciowej, znalezienie właściwego partnera, a nawet o zajście w ciążę. Młodzi Czesi ciągną ku Lasanie i wielbią ją z prostej ludzkiej duchowej potrzeby zawierzenia czemuś większemu od własnego rozedrganego umysłu. Aura Matki Lasany ma także duże oddziaływanie oczyszczające, czego doświadczyła jedna z uczestniczek naszej wyprawy.

GDZIEŚKOLWIEK JEST...

Czas spędzony w aśramie szybko się kończy. Zadowoleni z tego niesamowitego ezoterycznego doznania, w jakim przyszło nam brać udział, wracamy do Polski nucąc cichutko:
Matka Lasana, laska Lasana.


Włodzimierz Adam Osiński
Artykuł zamieszczony w miesięczniku "Czwarty Wymiar" 10/2005