JAN OD BOGA - OSTATNIA NADZIEJA

Na kilkanaście godzin przed wyjazdem do Brazylii, zadzwoniła do mnie zrozpaczona Jagoda, uczestniczka naszej wyprawy, która niespodziewanie poślizgnęła się na śniegu i złamała rękę w nadgarstku. Zdezorientowanej kobiecie poradziłem, aby mimo wszystko zdecydowała się na podróż. Kiedy ze świeżym gipsem i bolącą, z powodu złego zestawienia kości ręką, Jagoda wsiadała do samolotu nie przypuszczała, że proces jej uzdrawiania miał dopiero się rozpocząć.

W ŚNIEGU I W SŁOŃCU
Trwająca prawie dwadzieścia kilka godzin podróż do odległej Brazylii upłynęła nam nadspodziewanie dobrze. Jeszcze wczoraj na lotnisku w Warszawie ubrani w zimowe płaszcze otrzepywaliśmy się ze śniegu, aby następnego dnia rano ocierać czoła z potu i chronić się przed gorącym brazylijskim słońcem. Stolica kraju, Brasil przywitała nas wyjątkowo ciepłym porankiem oraz aromatem (jakże upragnionej) mocnej kawy podawanej przez ulicznego sprzedawcę. Przed nami była jeszcze tylko trwająca niecałą godzinę podróż z lotniska do miejsca zakwaterowania i już mogliśmy rozkoszować się w pełni urokami podrównikowego klimatu Wyżyny Gojańskiej na której leży Abadiânia, cel naszej wyprawy. Ida, właścicielka pousady (pensjonatu) o wdzięcznej nazwie Paraiso, jak tylko rozlokowała po pokojach i nakarmiła całą naszą dwunastkę, pomyślała także o strawie duchowej i pierwszym oczyszczeniu.

MAGICZNY WODOSPAD
Abadiânia, maleńka miejscowość leżąca prawie w samym centrum Brazylii, a zarazem cel naszej dalekiej podróży, to miejsce gdzie od 32 lat znajduje się Casa de Dom Inacio, spirytualistyczne centrum uzdrawiania prowadzone przez Joao Teixeirę de Faria zwanego Janem od Boga. Gospodyni naszego pensjonatu poradziła nam abyśmy przed jutrzejszym spotkaniem z Joao dokonali oczyszczenia energetycznego pod świętym wodospadem spływającym ze wzgórza na którym zbudowano Casę.

Aby dostać się do wodospadu, który znajduje się w dolinie kilkaset metrów poniżej kliniki Joao musieliśmy nie tylko uzyskać pozwolenie, a także zastosować się do obowiązującego rytuału. W absolutnej ciszy zeszliśmy w dolinkę i prosząc byty energetyczne o pozwolenie na oczyszczająca kąpiel zajęliśmy miejsce przed wejściem do wodospadu. Czekając na swoją kolej zapadłem w medytację z otwartymi oczami. Miałem wreszcie okazję, aby całkiem spokojnie poobserwować bujną brazylijską przyrodę, która otaczała nas ze wszystkich stron. Monotonny szum spadającej wody uspokajał i sprawiał, że łączyłem się z przyrodą i otaczającymi nas energiami. Co pewien czas dźwięk wodospadu zmieniał się, co oznaczało, że ktoś właśnie zażywał energetycznej kąpieli. Czas zatrzymał się pozwalając mi na niczym niezmąconą kontemplacje cudów przyrody.

Obserwowałem jak niestrudzone mrówki parasolowe wędrowały po młodych pędach przypominającej bambus trzciny niosąc nad sobą wycięte liście, małe stadko nieufnych małpek sajmiri o długich wąsach, widziałem także wszędobylskie motyle o bajecznych kolorach, które niczym anielscy strażnicy tego uroczego zakątka nie tylko cały czas nas pilnowały, ale często siadały na naszych nagich ramionach, jakby testując czy jesteśmy godni dostąpić zaszczytu ablucji. Potem poczułem, silne ukłucie w lewym oku, a moja głowa zdrętwiała jako po znieczuleniu, domyśliłem się że uzdrawiające byty rozpoczęły już swoją pracę. Wreszcie nadeszła nasza kolej i grupa dzieląc się na kobiety i mężczyzn oddzielnie wchodziła pod sumień spadającej wody. Zgodnie z rytuałem, kiedy zalała mnie fala zimnej, orzeźwiającej wody poprosiłem energie tego miejsca o oczyszczenie mojej przeszłości, teraźniejszości i usunięcie przeszkód dla stworzenia pomyślnej przyszłości. I stałem tak pod falą świętej wody, która wypłukiwała ze mnie wszystkie negatywy nie mogąc uwierzyć, że jeszcze 48 godzin temu, w niedzielny wieczór, dokładałem drwa do kominka w swoim domu. Wracając na kwatery dziękowaliśmy energetycznym opiekunom tego miejsca za oczyszczenie i przygotowanie na jutrzejsze spotkanie z Joao.

WE WŁADZY BYTÓW
W Abadiânii dzień rozpoczyna się dosyć wcześnie. O godzinie szóstej rano byliśmy już na nogach, o siódmej jedliśmy śniadanie, a pół godziny później maszerowaliśmy raźnym krokiem do Casy na pierwsze spotkanie z Joao. Wszystkich przybyłych wita sekretarz Jana od Boga, Sebastiano, tłumacząc po portugalsku jakie panują tu zasady i co należy robić. Posłusznie ustawiam się w kolejce dla osób, które pierwszy raz zostaną zdiagnozowane i uzdrawiane przez niewidzialnych lekarzy, byty energetyczne, którym swoje ciało użycza Joao Teixeira de Faria.

Casa jest miejscem, gdzie od trzech dziesięcioleci odbywają się nie tylko operacje energetyczne, ale także całkiem fizyczne, podczas których, będący w stanie transu mediumicznego, Jan od Boga niczym wprawny chirurg nacina, usuwa i zeszywa rany. Osoby, które poddają się tam zabiegom mimo, że nie są w żaden sposób znieczulane, stoją spokojnie jakby zupełnie nieodczuwały bólu. Co więcej pooperacyjne nacięcia goją się bardzo szybko, tak że w kilka dni później pozostaje po nich jedynie czerwona pręga.

Cała Casa przepełniona jest religijnym uniesieniem. Zgromadzeni ludzie modlą się i śpiewają pieśni poświęcone Bogu oraz patronowi tego miejsca świętemu Ignacemu Loyoli, założycielowi zakonu jezuitów.
Po dwóch godzinach wreszcie staję przed obliczem będącego w transie Joao, który siedzi w wielkim fotelu trzymając bose stopy na specjalnym podnóżku. Obok Jana na specjalnym postumencie ustawiono przepiękny blok różowego kwarcu wielkości sporego telewizora. Medium pracuje szybko wypisując każdemu tajemniczą receptę, za którą w miejscowej aptece można otrzymać uzdrawiające zioła. Joao bierze mnie za rękę i widzę jak jego oczy błyskawicznie uciekają pod czaszkę. Po chwili pomocnik Jana od Boga tłumaczy mi jego zalecenia wypowiedziane po portugalsku. Następnego dnia czeka mnie operacja energetyczna. Kiedy jeszcze lekko oszołomiony wychodzę na dziedziniec, ktoś wpycha mnie do następnej kolejki, tym razem po uzdrawiającą zupę. Gęsta jarzynowa zupa podawana z makaronem i kawałkiem bułki stanowi nieodłączny element całej energetycznej terapii.
Po posiłku odpoczywam na zadaszonym tarasie widokowym zbudowanym na krawędzi doliny obserwując dróżkę po której kolejni pielgrzymi wędrują do świętego wodospadu. Widok odległych wzgórz porośniętych bujną roślinnością uspokaja mnie i wycisza po atrakcjach dzisiejszego przedpołudnia.

IDA
Właścicielka naszego pensjonatu okazuje się wspaniałą przewodniczką po Casie. Ida, będąca z pochodzenia Włoszką, przyjechała do Abadiânii prawie dziewięć lat temu. Była wtedy bardzo gruba, cierpiała na niedowład rąk i zaawansowaną kataraktę. Joao przeprowadził na niej fizyczną operację nacinając jej skórę na dłoniach i zwykłym nożem kuchennym poskrobał ja po chorym oku. Dziś pięćdziesięcioośmioletnia Ida jest wulkanem energii, a po dawnych dolegliwościach nie ma nawet śladu.

Po uzdrowieniu Włoszka rozpoczęła w Abadiânii nowe życie; wybudowała pensjonat, poślubiła przystojnego Brazylijczyka i sama stała się terapeutką. Dzięki jej wstawiennictwu nasza grupa otrzymała także specjalne względy u Joao, a na jednej z kobiet została przeprowadzona fizyczna operacja, której tak bardzo pragnęła.

NIEFIZYCZNE CIĘCIE

Następnego dnia rano udaję się do Casy na zaordynowaną przez Jana operację medytacyjną. Przekraczając próg wewnętrznych pomieszczeń kliniki odczuwam bardzo silną energię. Drżącymi dłońmi wypijam jeszcze maleńki kubeczek błogosławionej wody i zajmuję wyznaczone mi miejsce. Wszyscy medytujący zamykają oczy i prawą rękę kładą na sercu w geście otwarcia się na uzdrawiające byty: duchy lekarzy i świętych. Ponownie odczuwam drętwienie głowy i szybko zapadłem w głęboką medytację. Ponieważ kilka lat temu poddałem się operacji przeprowadzanej przez filipińskiego uzdrowiciela, od razu rozpoznałem ten sam rodzaj obezwładniającej energii, która nie tylko nie pozwala się poruszyć, ale nawet otworzyć oczu.
Po dwudziestu minutach jest już po wszystkim. Zgodnie z zaleceniami Joao wszyscy, którzy przeszli fizyczną lub energetyczną operacją muszą wrócić na swoją kwaterę i przez 24 godziny leżeć w łóżku, ponieważ operujące byty jeszcze z nami nie skończyły. Nadal oszołomiony kładę się do łóżka i zasypiam.

Po dwóch godzinach budzi mnie nieznośne swędzenie głowy. Ze zdziwieniem odkrywam, że na samym czubku głowy pojawiła mi się świeża rana. Niedowierzając swoim zmysłom fotografuję ranę na głowie. Po południu nieoceniona Ida roznosi wszystkim operowanym energetyczną zupę przywiezioną z Casy. Jej zdaniem znak na mojej głowie wróży bardzo dobrze rozpoczętej terapii. Przywołuje słowa Joao, który twierdzi, że najważniejsze w Casie są operacje energetyczne, natomiast zabiegi fizyczne wykonywane są jedynie dla osób "małej wiary", które potrzebują namacalnego dowodu, że były uzdrawiane.

Słowa Idy potwierdza Jagoda, której złamana ręka była poddawana w czasie pobytu w Casie bardzo intensywnej terapii. Kobieta odczuwała, że podczas pierwszej medytacji energetyczni uzdrowiciele poprawnie zestawili jej złamany nadgarstek, a dopiero podczas kolejnych wizyt w klinice zajmowali się jej rekonwalescencją.

WOKÓŁ CASY

Casa de Dom Inacio to bardzo sprawnie działająca klinika spirytualistyczna. Przyjeżdżają tu nie tylko Brazylijczycy, ale także Amerykanie, Europejczycy, a nawet Japończycy, mieszkańcy Australii i Nowej Zelandii. Nie jesteśmy też jedynymi Polakami odwiedzającymi klinikę Joao, poznajemy dwie sympatyczne rodziny z Torunia i Krakowa, które pobyt w Brazylii potraktowały jako ostatnią nadzieję w walce ze stwardnieniem rozsianym i paraliżem dziecięcym u swoich najbliższych. W czasie weekendu zaprzyjaźniam się z dwiema Australijkami, Jane i Jude, które pielgrzymują do Casy już od kilku lat. Każda z nich opowiada swoją fascynującą historię jak Joao Teixeira pojawił się w ich życiu; jednej ukazał się we śnie, natomiast druga dowiedziała się o istnieniu Casy w sposób pozostający w jawnej sprzeczności z racjonalnym podejściem do rzeczywistości.

Wiele osób, także z naszej grupy, odczuwało opiekę energetycznych bytów już w chwili gdy zdecydowały się na wyjazd do Brazylii. Zresztą podczas całego pobytu w Abadiânii odczuwaliśmy wyjątkowy komfort psychiczny, rozluźnienie, spokój umysłu, a nawet rodzaj euforii jaki pojawia się jedynie w bardzo głębokich medytacjach. Uważam także, że każdy z nas otrzymał wielką nadwyżkę energetyczną, która wypełnia nasze ciała subtelne sprawiając, że zachowaliśmy ten stan uniesienia jeszcze przez wiele tygodni od powrotu z Brazylii.


OSTATNI RYTUAŁ

W osiem dni po ostatniej energetycznej operacji odwiedzający Casę przechodzą ostatni rytuał związany z zakończeniem leczenia. Jest to energetyczne zdjęcie szwów, które odbywa się w ciągu nocy. Wieczorem należy przygotować sobie szklankę błogosławionej wody, założyć białe ubranie i kładąc się spać poprosić świętego Ignacego Loyolę o usunięcie niewidzialnych ściegów. Następnego dnia rano dziękujemy bytom za opiekę i wypijamy stojącą u wezgłowia wodę. Osoby, które muszą wcześniej wyjechać z Abadiânii zobowiązują się do wykonania całej procedury we własnym domu.
Każdy kto przyjechał do kliniki Joao Teixeiry nie może przejść obojętnie obok fenomenu tego człowieka, który całe swoje życie poświęcił uzdrawianiu innych, stając się narzędziem w rękach uzdrawiających bytów. Większość z uczestników naszego wyjazdu przeszła w Casie swoistą transformację obserwując i doświadczając niezwykłego skupienia mediumicznych energii i ich realnego oddziaływania na fizyczną rzeczywistość. Nie dziwi zatem, że osoba Jana od Boga od tak wielu lat przyciąga chorych, terapeutów i żarliwych wyznawców różnych religii ze wszystkich zakątków świata.
Włodzimierz Adam Osiński
fot autora.
Tekst zamieszczony w miesięczniku "Czwarty Wymiar" nr 6/2010.


ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ Z POBYTU W BRAZYLII <<<>>>


Joao Teixeira de Faria
zwany Joao de Deus (Jan od Boga)
Uważany za jednego z największych uzdrowicieli XX-go wieku.
Urodził się 24-go czerwca 1942 roku, w miejscowości Cachoeira da Fuaca w Brazylii w rodzinie ubogiego krawca. W wieku 16 lat dokonał, będąc pod wpływem owładnięcia przez istoty duchowe, swoich pierwszych uzdrowień. W 1978 roku w małej wiosce Abadiânia, gdzie kiedyś pracował w fabryce cegieł, zakłada klinikę Casa de Dom Inacio deLoyola, w której przyjmuje całkowicie bezpłatnie od 32 lat.
Kiedy Teixeira pozwala, aby jakiś duch zawładnął jego ciałem to nie tylko traci na ten czas świadomość, ale także dochodzi do fizycznych przemian: zmienia mu się brzmienie głosu, zachowanie, sposób poruszania się, a nawet kolor włosów i oczu.

W 1998 roku Joao przeprowadził na sobie samym operację uzdrawiając się z jednostronnego paraliżu ciała, którego doznał na skutek wylewu krwi do mózgu.
Wielokrotnie aresztowany, głodzony i osadzany w brazylijskich więzieniach za praktyki znachorskie. Dopiero podczas ostatniego procesu, który odbył się w 2002 roku, uznano fenomen jego działalności, gdy na sali sądowej Joao przeprowadził jedną ze swoich słynnych operacji. Po tym wydarzeniu władze otoczyły uzdrowiciela dyskretną opieką. W 1997 roku australijski pisarz Robert Pellegrino-Estrich opublikował pierwszą książkę w języku angielskim "The Miracle Man" poświęconą życiu i uzdrowicielskiej działalności Teixeiry. Od tamtej pory jego klinikę odwiedziły tysiące chorych z Australii, Nowej Zelandii, USA, Kanady, Afryki Południowej i Europy.
Obecnie udokumentowano już ponad 40 różnych bytów (uzdrowicieli duchowych), które, poprzez Joao dokonują widzialnych i niewidzialnych operacji.

WYJAZDY DO KLINIKI JANA OD BOGA W BRAZYLII
INFORMACJE I ZAPISY: ARSLIBRA, arslibra@o2.pl
tel. stacjonarny: 22-768 - 00 - 68, tel. komórkowy: 501- 504 - 673